Sport.pl

Stelmet żegna Europę z podniesionym czołem

Dogrywka rozstrzygnie walkę koszykarzy Stelmetu Zielona Góra i Pinaru Karsiyaka Izmir... tak się tylko wydawało! Na sekundy przed końcem przy remisie 69:69 gracze tureckiego zespołu dali sobie odebrać piłkę i zapłacili za to niespodziewaną porażką 69:71. W Zielonej Górze Stelmet rozegrał swój przedostatni mecz w Eurocup. Wicemistrzowie Polski nie awansują do drugiej fazy tych rozgrywek. Za to pokonany w środę Pinar swój awans przyklepał już przed środową przegraną.
- Musimy uważać, bo Pinar zwykle mocno uderza na początku meczu. I poprawia mocnym ciosem na starcie drugiej połowy - przestrzegali, chyba głównie siebie samych, koszykarze Stelmetu. Początek meczu wykazał, że występuje jednak dość poważna różnica między tym, co się mówi, a tym, co się robi. Pinar uderzył, prowadził 10:3, trener Saso Filipovski uznał, że trzeba graczom przypomnieć o sprawach, które wydawały się oczywiste. To pomogło! Zielonogórski zespół w mig odrobił straty. Trochę pomogło, że przeciwnikom nie służył rzut z dystansu. Ale chyba o wiele bardziej rzucał się w oczy zasób energii i dobrego nastawienia - z tymi cechami zielonogórska drużyna układała grę po swojej myśli. I nie przegrała kwarty na otwarcie spotkania, co jakimś wyczynem było. W tym sezonie zielonogórscy koszykarze zwykli bowiem zaczynać źle.

Gdy w drugiej kwarcie Stelmet nadal bronił bez zarzutów, a odsyłany przez nieomal wszystkich do domu Australijczyk Daniel Johnson ustrzelił trójkę, faworyci z Izmiru wyglądali na rozdrażnionych, i to tak serio! Rozwiali obawy, jakoby przyjechali do Zielonej Góry na luźniejszą gierkę bez stawki. Mimo że nie musieli zwyciężyć, naprawdę walczyli. I wkurzało ich, że chociaż się starają, to przegrywają 10 punktami. Zmienili to dopiero w trzeciej kwarcie. Jeśli to miało być ich drugie sławetne uderzenie, wypadło nawet lepiej niż pierwsze. Ze stanu 48:38 w kilka minut zrobiło się 48:52. Do repertuaru granego przez kino Pinar na dobre weszły wtedy ofensywne zbiórki, cierpliwie prowadzone i zyskujące na skuteczności ataki oraz nieustanna presja - zawsze wtedy, gdy piłkę przejmował Stelmet. O ofensywnej zapaści wicemistrzów Polski da się jeszcze powiedzieć tyle, że i owszem, wynikała z coraz mocniejszej defensywy Pinaru, ale trochę własnej nonszalancji i niestaranności też wplotło się w akcje wicemistrzów Polski. Gdyby umieli nad tym zapanować, nie straciliby prowadzenia. Tymczasem w czwartej kwarcie zielonogórski zespół już znalazł się w położeniu kłopotliwym, mimo to dobrze znanym. Musiał gonić. Wybrnął z tego dzielnie! Obroną, zbiórkami i asystami Quintona Hosleya oraz trójkami Aarona Cela i Przemysława Zamojskiego uzyskał przewagę, wokół której dało się budować nadzieję oraz kontrolę nad finiszem. Kontrola, o ile w ogóle była, umknęła w ostatniej minucie. Przy remisie 69:69 oba zespoły dostawały meczbole, w powietrzu wisiała dogrywka. Aż dopiero mag Hosley na dwie sekundy przed końcem meczu wbił gwóźdź do porażki wielkiego Pinaru. A relacjonujący mecz na żywo dla TVP Sport Piotr Sobczyński chyba mógł odwołać swoje słowa, że polska koszykówka to pasmo klęsk...

STELMET - ZIELONA GÓRA - PINAR KARSIYAKA IZMIR 71:69

KWARTY: 18:15, 19:13, 14:24, 20:17

STELMET: Cel 18 (2), Hosley 13 (2), Koszarek 11 (1), Zamojski 8 (2), Hrycaniuk 0 oraz Troutman 10, Kucharek 6 (2), Johnson 5 (1), Chanas 0, Zywert 0.

PINAR KARSIYAKA: Strawberry 27 (4), Dixon 11 (2), Diebler 6, Hersek 6, Demir 4 oraz Palcios 11, Altay 2, Koc 2, Senturk 0, Gabriel 0.

Więcej o: