Sport.pl

Siedmiu obrońców Tarnobrzega. I zdobywcy bez błysku z Zielonej Góry

Koszykarski Hobbit Josh Miller i jego kumple z Jeziora Tarnobrzeg bombowo rozpoczęli mecz ze Stelmetem Zielona Góra. Na półmetku byli lepsi o 17 punktów. Faworyt otrząsnął się po serii ciosów z dystansu w drugiej połowie. Zdominował mecz, mógł finiszować bez oglądania się za siebie. Ale jeszcze pozwolił, by przeciwnik mógł coś zdziałać rzutem na taśmę. Czy był blisko? Z wyniku 87:90 wynika, że tak. Różnica tkwiła jednak w tym, że kluczowe akcje Stelmet wykorzystał, a Jezioro popsuło.
Koszykarze z tarnobrzeskiej drużyny ruszyli do walki z hasłem, które Łukasz Koszarek ująłby następująco: Walimy tróję! Towarzyszyła temu zasada - pół pozycji to dla nas już pozycja. I tak oto w dwie kwarty gospodarze meczu odpalili 16 razy zza linii 6,75 m. Skuteczność tych prób była absolutnie zdumiewająca, uwzględniwszy oczywiście, że nikt ze składu Jeziora nie kręci się obrębie zainteresowań Barcelony.

Otóż z 16 trzypunktowych prób aż 8 wpadło do celu. I złożyło się na pokaźną sumkę punktów - 24. Ale, co chyba jeszcze bardziej zdumiewające, trójki nie tworzyły większości w dorobku tarnobrzeskiej drużyny, która schodziła na przerwę z prowadzeniem 54:37. Więcej zbiórek, asyst, lepsza skuteczność przy rzutach za 2 oraz za 1 pkt, mniejsza liczba strat - tym wszystkim mogli się pochwalić gospodarze w połowie spotkania z zespołem, który miał w sobotę wziąć na siebie powinności mądrzejszego, bardziej ułożonego, grającego dojrzalej i lepiej. Takiego, co to zajadłą obronę ma już we krwi, a w ataku umie we właściwych proporcjach pomieszać granie do środka i na zewnątrz, a do serii dobrych podań zawsze dołoży jeszcze jedno - ekstradobre.

"Gdzie jesteśmy dzisiaj my, a gdzie jest np. Tarnobrzeg" - to jedno z ulubionych powiedzeń szefów Stelmetu. Jest rzecz jasna tak, że koszykarska Zielona Góra bije Tarnobrzeg halą, sukcesami z ostatnich trzech lat, budżetem, liczbą świetnych graczy i trenerów czy wejściem do koszykarskiej Europy. Istniała jednak na początku sobotniego starcia obawa, jakoby koszykarze zielonogórskiej drużyny zapomnieli, że klasa i te wymienione osiągnięcia do czegoś ich zobowiązują. Bo Stelmet grał przez dwie kwarty w Tarnobrzegu źle, by nie rzec obciachowo. Pozwolił rywalom na kanonadę, jakby w Eurocup przyzwyczaił się, że pozwala na zbyt wiele, przegrywa, goni, marnuje okazje z rzutów wolnych.

Może faworyt z Zielonej Góry potrzebował bodźca w postaci kilkunastu punktów straty. Może mecz należało rozegrać właśnie tak, by gracze Jeziora wystrzelili całą amunicję i stracili siły w okresie mniej ważnym, by zabrakło im atutów na czas kluczowy. Jakkolwiek było, w drugiej połowie spotkanie odmieniło się. Jeszcze przez kilka minut trzeciej kwarty grzmiały dalekosiężne działa Jeziora. Stelmet odpowiadał na to zagraniami pod kosz, gdzie radził sobie Aaron Cel. Dopiero później zaczęła się faworyta gra właściwa, prawdziwy pościg i egzekucja. Stelmet mocniej bronił, z kolei w ataku także rzucał za trzy punkty, jednak nie na siłę i bez szaleństwa, tylko po cierpliwym wyprowadzeniu gracza na czystą pozycję.

Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty chwile z rezultatem remisowym były ostatnimi chwilami nadziei Jeziora. Ale nawet już wówczas tarnobrzescy koszykarze w ataku bili niczym głową w mur. I pewnie tęsknili za akcjami z pierwszej połowy, w których wszystko było dla nich dużo prostsze. A trener gospodarzy Zbigniew Pyszniak stawiał wszystko na jedną kartę. Czuł, że to może być dzień, w którym uda się dopaść medalistę. Choć Jezioro nigdy nie gra pełną rotacją, Pyszniak ufał tylko siódemce czołowych graczy. Reszty w ogóle nie wpuszczał na boisko.

I tarnobrzeska siódemka stawiała się do ostatnich sekund. Chociaż błędem i niekonsekwencją w grze Stelmetu było to, że w czwartej kwarcie tak jednak nie do końca złamał przeciwnika. I pozwolił "Siarce" wydobyć się z zapaści. Gdy gospodarze meczu pojęli, że skończyło się bezkarne trafianie trójek, grali więcej do podkoszowych, a chytrymi asystami wyróżniał się wtedy Hobbit - Miller. I na niespełna minutę przed końcem Miller i spółka odrobili wszystkie straty, wyszli na prowadzenie 87:86. Tutaj kończyły się żarty oraz margines na kolejne błędy faworyta z Zielonej Góry. Szalenie ważną akcję Quinton Hosley skończył trafieniem za trzy punkty. Jezioro chciało odpowiedzieć w ten sam sposób, ale Daniło Kozłow nagle wycofał się z rzutowej decyzji, a za chwilę wyrzucił piłkę w aut. Później akcję ostatniej szansy na dogrywkę źle rozegrał Miller.

JEZIORO TARNOBRZEG - STELMET ZIELONA GÓRA 87:90

KWARTY: 24:20, 30:17, 15:29, 18:24

JEZIORO: Williams 19 (2), Johnson 13 (2), Miller 11 (2), Patoka 10 (2), Wysocki 9 oraz Młynarski 13 (3), Kozłow 12 (2).

STELMET: Hosley 22 (3), Cel 21 (1), Zamojski 13 (3), Koszarek 11 (2), Hrycaniuk 4 oraz Trotman 12 (1), Chanas 5 (1), Zywert 2, Johnson 0, Kucharek 0.

Więcej o:
Komentarze (1)
Siedmiu obrońców Tarnobrzega. I zdobywcy bez błysku z Zielonej Góry
Zaloguj się
  • Paweł Przybyła

    Oceniono 1 raz 1

    świetna relacja z meczu. Oglądałem i miałem bardzo podobne obserwacje. Specjaliści z portali koszykarskich mają zwykle fochy lub uprzedzenia tak jakby nigdy nie grali w żadnej drużynie albo grając zawsze wygrywali. Niestety taka jest koszykówka zawodowa i to dobrze, bo jest ciekawa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX