Koniec Burtta w Stelmecie, a kontrakt wykupią Hiszpanie?

Czy Amerykanin Steve Burtt, który miał być asem koszykarskiej drużyny Stelmetu Zielona Góra i brakującym ogniwem do złota, dokończy sezon w Hiszpanii? Pojawiła się taka informacja, że jest klub gotowy wykupić roczny kontrakt Burtta ze Stelmetu.
Jeśli informacje się potwierdzą, co może się stać w najbliższych dniach lub nawet godzinach, z hitu transferowego lata w Stelmecie wyjdzie rozczarowanie dla obu stron i przedwczesne rozstanie. Rozstaniem pachnie zresztą od kilku tygodni. A przecież miało być tak pięknie....

- Steve jest graczem, którego szukaliśmy ponad rok. Może w ubiegłym sezonie właśnie kogoś takiego zabrakło nam do mistrzowskiej układanki. Ma umiejętności, doświadczenie z gier o dużą europejską stawkę. Na boisku to bardzo energetyczna postać. I pewnie przez to będziemy go porównywali do Waltera Hodge'a - cieszył się Janusz Jasiński, właściciel zielonogórskiego klubu, gdy w sierpniu prezentował Burtta koszykarskiej Zielonej Górze.

- Steve będzie u nas bardzo ważnym graczem - mówił Walter Jeklin, generalny menedżer Stelmetu.

Do pełni szczęścia i pozytywnego odbioru nowego gracza dało się jeszcze usłyszeć, że Amerykanin zastosował dla zielonogórskiego klubu ekstrarabat i zgodził się zagrać za niższą stawkę, niż kasował w innych klubach. - Pieniądze nie są w życiu najważniejsze. Czasami warto poświęcić część gaży, by poczuć niepowtarzalną atmosferę gry o mistrzostwo - ujmował za serca kibiców i dziennikarzy amerykański koszykarz.

Stała za nim legenda ojca, który grał w NBA, przebieg kariery w dobrych europejskich klubach i pochwały Quintona Hosleya. Zapowiadało się, że dwójki nowojorczyków w składzie pozazdrości Zielonej Górze cała Polska i pół koszykarskiej Europy.

Zaczęło się chyba bardzo obiecująco. W meczu o awans do Euroligi nowy koszykarz zasypał kosz Uniksu Kazań trafieniami, uskładało się w sumie 30 punktów i był przedsmak sensacji. Stelmet (a może bardziej Burtt) był o krok od wyeliminowania Uniksu. Wtedy rzeczywiście wydawało się, że Zielona Góra wygrała los na loterii. Łatwością zdobywania punktów przez Burtta zachwycał się trener Andrzej Adamek.

Ale im dalej w sezon, tym zachwytów zdarzało się mniej. A koszykarz wyglądał na boisku na nieco skołowanego... Tak jak byłby skołowany każdy snajper, któremu dowódca nie pozwala strzelać. Koszykarz nie mówił tego wprost, ale chyba trudno mu było zrozumieć, że w Stelmecie nie może robić na boisku tego, co najlepiej umie i najbardziej kocha.

Rysa na współpracy pojawiła się, gdy okazało się, że koszykarz ma zakaz wjazdu na teren Turcji. Stelmet zagrał przez to w osłabieniu z Pinarem Izmir. Burtt przepraszał, zapewniał, że o niczym nie wiedział. Ale właściciel klubu nie uwierzył. I przekazał, że na spotkaniu rady nadzorców klubu zapadła decyzja, by trzepnąć gracza po kieszeni i zabrać mu miesięczną pensję.

Teraz zielonogórska drużyna już ma głowę wolną od walki o awans do drugiej rundy Eurocup. Nastał dobry czas na ewentualne zmiany. Jacek Białogłowy, reporter Radia Zielona Góra, który podróżuje z koszykarzami na wszystkie wyprawy, wytypował po środowej przegranej 85:100 Stelmetu w Podgoricy, że z zespołem wkrótce pożegnają się Burtt oraz australijski podkoszowy Daniel Johnson. Kilka godzin później na Twitterze pojawiła się informacja od piszącego dla Eurobasket.com Davida Picka, że jest klub w Hiszpanii gotowy wykupić roczny kontrakt Burtta ze Stelmetu. Że coś może być na rzeczy, dało się odczuć, oglądając środowe spotkanie Budostnost - Stelmet. Burtt, ósmy snajper TBL, grał przez 25 minut, zdobył 15 punktów, starał się, ale wyglądał na pogodzonego z tym, że związek ze Stelmetem nie przyniósł mu i już nie przyniesie wielkiego koszykarskiego szczęścia.

Czy Amerykanin nie potrafił wykorzystać swojej szansy w Stelmecie? A może to Stelmet nie potrafił wykorzystać, że zakontraktował gracza z wybitną ręką do zdobywania punktów? A może pogłoski o wykupieniu kontraktu koszykarza i wrażenia z jego ostatniego występu mylą? Na ostatnie pytanie odpowiedź musi przyjść najszybciej.