Sport.pl

Koszykarze Stelmetu znów wracają pobici

Gdy zabrakło podkoszowych armat, skończyły się szanse na dobry wynik wicemistrzów Polski w Podgoricy i awans do drugiej rundy Pucharu Europy. Miała być twarda i agresywna obrona, miały nie wpadać do kosza Stelmetu trójki, ale skończyło się 100:85, czyli w sumie mocną wygraną Bucnosti Podgorica.
Pierwsza, przegrana 11 punktami, kwarta wyszła koszykarzom Stelmetu trochę na zasadzie: co chciał i wymagał nasz trener, zrobimy dokładnie odwrotnie...

Saso Filipovski zapowiadał przecież wyraźnie, że Budocnost nie może trafiać za trzy punkty, zbierać w ataku, motor Omar Cook nie może rozgrywać swobodnie i w ogóle na zwykle twardą obronę zespołu z Podgoricy należy odpowiedzieć przynajmniej równie twardą.

Tymczasem na boisku gospodarze meczu perfekcyjnie rzucali za trzy punkty, po nielicznych pudłach poprawiali akcje dzięki zbiórkom w ataku. Asysty Cooka były takie, że wypadało piać z zachwytu. A na to wszystko Stelmet reagował taką sobie obroną. Stąd po 10 minutach walki na zielonogórskiej ławce obowiązywało hasło: zmiany potrzebne od zaraz!

I trzeba Stelmetowi oddać, że nie brnął w ślepą uliczkę. Uszczelnił obronę, a równocześnie małą serię odpalił do kosza rywali Steve Burtt. Mecz się wyrównał, a wyrównałby się jeszcze bardziej, gdy koszykarze Stelmetu nie pudłowali z linii wolnych. Tym niemniej przy wyniku 36:31 Igor Jovović, szkoleniowiec Budocnosti, uznał, że sytuacja staje się zbyt poważna, by na ławce rezerwowych dłużej odpoczywał Cook. Inny rozkaz dowódcy Jovovicia strasznie uprzykrzył grę Quintonowi Hosleyowi. Amerykański skrzydłowy Stelmetu chyba za szybko ustrzelił dwie czyste trójki, bo tym ściągnął na siebie zajadłość obrony zespołu, który specjalizuje się w obronie. I odtąd Hosley już rzutowo nie brylował. Ale liczył się przecież rachunek całego zespołu. A tutaj wciąż wicemistrzowie Polski utrzymywali dobry kierunek. Trójki rywali już nie dziurawiły zielonogórskiego kosza. Obrona nadążała za tempem Budocnosti i stała twardo. Z kolei w ataku Przemysław Zamojski i Adam Hrycaniuk kończyli akcje jak należało. W rzutach za dwa punkty wicemistrzowie Polski wypadali wprost zabójczo. I druga połowa spotkania zapowiadała się ciekawie. Gospodarze prowadzili 48:41, lecz na pewno czuli na plecach oddech pościgu Stelmetu oraz to, że zespół z Polski zna drogę do zwycięstwa.

Wszystkie wnioski i spostrzeżenia potwierdziły się w pierwszych minutach trzeciej kwarty. Goście z Zielonej Góry konsekwentnie zbliżali się do przeciwników. Aż przy wyniku 56:54 dostali dwie następujące po sobie okazje, żeby wyrównać. Może gdyby wtedy Hrycaniukowi nie drgnęła ręka, gdyby piłka wpadła do kosza...

Niestety, w nagrodę za dobrą grę Stelmet nie dostał remisu, który dałby dodatkową iskierkę mocy i drugi oddech. I tu wypada jeszcze wpleść zdanie, że w koszykówce trochę jak w życiu nic nie trwa wiecznie ani nie przychodzi za darmo. I tak oto Budocnost w końcu przełamała swą passę spudłowanych prób rzutów z dystansu, a z kolei wysocy koszykarze Stelmetu, bijąc się z rywalami, popadli w problemy z faulami. Problem nie dotyczył wprawdzie najwyższego z nich - Daniela Johnosona. Tyle że akurat jego agresji i twardości w obronie podkoszowi Podgoricy obawiali się chyba najmniej.

I gdy Budocnost zbierała się do drugiej, takiej wyraźniejszej ucieczki, zdarzyły się sytuacje, które pokrzyżowały plany prowadzącym. Czy więcej było w tym kaprysów i udawanych fauli gospodarzy? Czy też pomyłek sędziów? To już temat do omówienia przy oglądaniu powtórki ze środowego spotkania. Dość, że sędziowie gwizdali kary techniczne graczom Budocnosci. Stelmet, wciąż nie zachwycając na linii wolnych, korzystał i pozostawał w grze o zwycięstwo. Szkoda jednak, że w tym okresie Burtt chyba nie był Burttem, jakim mógłby być, a podkoszowa obrona wicemistrzów Polski, z uwagi na zagrożenie faulami, musiała bardziej pozorować defensywne działania niż rzucać się przeciwnikom do gardeł.

Zadanie zdobycia Podgoricy stało się trudniejsze, gdy tuż na początku czwartej kwarty Cel i Troutman połamali limity przewinień. Na pozycję numer cztery przeprowadził się wtedy Hosley. Jeszcze wtedy szanse Stelmetu na sukces istniały. Zgasły, gdy do grona wykluczonych za faule dołączył "Bestia" Hrycaniuk. Bo choć środkowy Stelmetu nie błyszczał w Podgoricy tak jak ostatnio w lidze, to jednak wielki Chorwat w barwach Budocnosti - Darko Planicić nie przepychał "Bestii" i nie mijał tak lekko i łatwo jak np. Johnosona.

Na finiszu wicemistrzowie Polski odpadli od mistrzów Czarnogóry - tak jak odpadli z walki o awans do drugiej rundy Eurocup.

Kibice w Podgoricy oglądali ostatnie minuty meczu bez zmartwień o wynik.

BUDOCNOST VOLI PODGORICA - STELMET ZIELONA GÓRA 100:85

KWARTY: 26:15, 22:26, 27:26, 25:18

BUDOCNOST VOLI: Vitkovać 19 (1), Planinić 19, Popović 9 (3), Cook 8 (2), Sehović 7 (1) oraz Reynolds 14 (2), Dasić 12 (2), Subotić 7 (1), Ivanović 5 (1), Sheehey 0, Rikić 0.

STELMET: Zamojski 19 (4), Koszarek 12 (1), Hrycaniuk 12, Hosley 10 (2), Cel 5 oraz Burtt 15 (1), Troutman 6 (1), Johnson 4, Chanas 2, Kucharek 0.

Więcej o:
Komentarze (3)
Koszykarze Stelmetu znów wracają pobici
Zaloguj się
  • fukiel

    Oceniono 1 raz 1

    Co wy piszecie przecież w artykule wyżej jest napisane że to Stelmet wygrał 100 : 85 w k poszczególnych kwartach po zsumowaniu tez Stelmet wygrał pewnie dziennikarzyna pisał to wraz z cenzorem po kieliszku.

  • an_konta

    0

    Nie ma to jak pozbyć się trenera z charyzmą... raz już tak było ( Wiszniewac) bi skończyło się tak samo...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX