Stelmet zrywa z siebie łatkę Europejczyka do bicia!

Agresywna obrona i bardzo dobra skuteczność rzutów dały koszykarzom Stelmetu Zielona Góra pierwszą wygraną w walce o Puchar Europy. We wtorek w zielonogórskiej arenie CRS wicemistrzowie Polski pokonali PAOK Saloniki 84:77.
Gdyby wyrzucić z pamięci kilka akcji, dałoby się rzec, że przełamaniem passy sześciu z rzędu porażek Stelmetu w Eurocup pachniało od początku wtorkowego meczu. Najważniejsze, że zielonogórscy gracze pozbierali się po ślamazarnym starcie. I później przez cały mecz trzymali się kilku elementów, które w sumie stworzyły klucz do zwycięstwa.

Banalnie, ale szczerze trzeba zacząć od ofiarnej i odpowiedzialnej obrony zespołu z Zielonej Góry. Zaistniała w niej w sumie tylko taka luka, że w agresji koszykarzy Stelmetu sędziowie dostrzegali faule, które rywale z linii rzutów wolnych zamieniali na punkciki. Na zasadzie ziarnko do ziarnka... PAOK zebrał z pojedynczych trafień całkiem pokaźną miarkę - 29 pkt w całym spotkaniu.

Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że właśnie dzięki rzutom wolnym goście z Grecji trzymali się blisko lub bardzo blisko gospodarzy spotkania. Bo reszta elementów gry należała do Stelmetu. Drobne przewagi w zbiórkach, asystach czy przechwytach składały się na bezcenne prowadzenie. O jednej z przewag w pierwszej połowie dało się nawet powiedzieć, że nie była drobna. Wicemistrzom Polski wyraźnie służyły trafienia z dystansu. A trener Saso Filipovski mógł liczyć na dystansowe trafienia niemal wszystkich zawodników, którzy próbowali upolować trójkę. Niemal, bo we wtorek piłka kompletnie nie słuchała Aarona Cela. Zza linii 6,75 m pudłował także Quinton Hosley, tyle że Amerykanin szybko odbijał to sobie oraz drużynie przechwytami oraz trafieniami za dwa punkty. Natomiast Cela w zdobywaniu trójek wyręczali - co nie zdarzało się ostatnio - Kamil Chanas i Daniel Johnson.

PAOK zbliżał się do prowadzących tyle razy, ile razy sięgał po obronę mocną i urozmaiconą. Dzięki niej potrafił dość szybko skasować 10 punktów straty. Ale takie zrywy i pościgi kosztowały. Brakowało w nich żelaznej konsekwencji. Aż doszło do tego, że gościom z Grecji zaczęło się nerwowo spieszyć. W czwartej kwarcie zbliżyli się kolejny raz na odległość jednego rzutu, Tyle że stracili w tym okresie dwóch ważnych graczy: jednego po dwóch faulach technicznych, drugiego po kontuzji. Stelmet po kilku minutach paniki jakby dojrzał mentalnie do sukcesu w Eurocup. Wyrywał się z pułapek zastawianych w obronie na całym boisku i nie pozwolił, by o losach meczu decydował łut szczęścia.

STELMET ZIELONA GÓRA - PAOK SALONIKI 84:77

KWARTY: 20:16, 16:18, 23:19, 25:24

STELMET: Hosley 17, Zamojski 14 (4), Koszarek 11 (1), Hrycaniuk 8, Cel 2 oraz Burtt 13 (1), Johnson 7 (1), Chanas 8 (2), Troutman 4.

PAOK: Vaughn 19, Odum 12 (1), Carter 10 (2), Margaritis 5, Saloustros 3 (1) oraz Langford 13 (1), Charalampidis 6, Dedas 6 (2), Tscholas 3 (1), Liapis 0, Kakaroudis 0.