Sport.pl

Pięć powodów, przez które Marek Jankowski odchodzi z Falubazu

Marek Jankowski przestaje być prezesem Falubazu Zielona Góra. Jakie są przyczyny jego odejścia? Podajemy pięć głównych powodów rozstania się z klubem.
1. Wynik sportowy

Przed sezonem Marek Jankowski zapowiadał, że celem jest obrona tytułu mistrzowskiego, a minimum awans do finału Enea Ekstraligi. SPAR Falubaz zakończył sezon dopiero na czwartym miejscu. Dla zielonogórskich kibiców ten wynik to spore rozczarowanie. W meczach o brąz zielonogórzanie na rewanż do Tarnowa jechali z nikłą zaliczką wypracowaną w pierwszym meczu na własnym torze (47:43). Drugie spotkanie zakończyło się blamażem, miejscowe "Jaskółki" sprawiły tęgie lanie Falubazowi (63:27). "Unia podwójnie wygrała pięć pierwszych wyścigów, było 25:5! Już wtedy stało się jasne, że brązowe medale pozostaną w Tarnowie" - pisaliśmy w "Wyborczej". Gorzowska Stal, odwieczny rywal Falubazu, tego samego dnia cieszyła się z wywalczenia mistrzostwa Polski.

2. Jankowski miał dość sterowania z tylnego fotela

To mógł być jeden z powodów. Marek Jankowski zaczynał pracę w klubie jako rzecznik prasowy, później przejął marketing klubu, by zostać jego prezesem. Chciał większej autonomii w swoich działaniach i poróżnił się z senatorem. Według nieoficjalnych informacji, klub ostatnio popadł w długi. Ma zaległości finansowe wobec zawodników.

3. Różne wizje trenera

W środowisku żużlowym mówi się, że senator Robert Dowhan (były prezes klubu, wciąż mocno związany z Falubazem) chciał, by schedę po trenerze Rafale Dobruckim przejął były szkoleniowiec Falubazu Piotr Żyto. To postać, z którą kojarzone są największe sukcesy ostatnich złotych lat Falubazu. W 2010 r. uwielbiany przez kibiców Żyto w wywiadzie dla "Wyborczej" przyznał, że był "esbekiem". Miłość fanów szybko przerodziła się w nienawiść i trener musiał odejść. Po czterech latach był ponoć bardzo blisko powrotu do Zielonej Góry. - Jest jedną z naszych opcji. Wiele lat pracowałem na to, by Falubaz był mocnym klubem. Po zakończeniu sezonu wrażenie jest fatalne. I nie chodzi nawet o czwarte miejsce, co o styl. To trzeba poprawić - mówił Robert Dowhan w rozmowie z "Przeglądem Sportowym"

Marek Jankowski był z kolei zwolennikiem duetu Jacek Frątczak (kierownik drużyny) - Sławomir Dudek (ojciec żużlowca Patryka). Jeszcze przed odejściem zdążył zapowiedzieć, że szkoleniem młodych żużlowców w Falubazie zajmie się były trener ekstraligowego zespołu Aleksander Janas. Tyle że on sam twierdzi, że do żadnych konkretnych ustaleń jeszcze nie doszło.

4. Sprawa Jarosława Hampela

- Nie wiem, czyja to była decyzja. Na pewno nie trenera, ale kogoś innego. Domyślam się kogo - mówił Jarosław Hampel, gdy za słabe wyniki został odsunięty od składu Falubazu przed pierwszym meczem z Unią Tarnów. - Dopóki trzaskałem komplety, to wszystko było cacy! - żalił się "Mały". O tym, że jest odsunięty, dowiedział się z prasy. Koniec końców przeciwko "Jaskółkom" pojechał i zdobył najwięcej punktów dla zespołu (10). Na konferencji prasowej jednak wylał swoje żale.

Wskazywał, że choć nie jest pewien tego na 100 proc., to wydaje mu się, że to Robert Dowhan kazał odsunąć go od składu. Jarosław Hampel był rozżalony, bo to przecież senator PO ściągał go do Falubazu. Zawodnik sugerował, że ich przyjaźń chyba się zakończy. Gdy później pytał Roberta Dowhana o zaległości finansowe, ten zasugerował, by żużlowiec zwrócił się do Marka Jankowskiego.

5. Poprzeczka ustawiona za wysoko?

Jerzy Synowiec, stały felietonista "Wyborczej", tak pisał o Falubazie po zakończeniu sezonu: "Zielona Góra od lat była marką i ostoją stabilności finansowej, za którą szły regularnie znakomite wyniki sportowe. I nagle wszystko się posypało. Odszedł charyzmatyczny prezes Robert Dowhan, a jego pożegnanie w kwietniu tego roku było iście królewskie, natomiast jego następca, któremu poprzeczkę zawieszono chyba zbyt wysoko, nie poradził sobie. Najpierw przyłapano na bezmyślnym dopingu Patryka Dudka, potem w sportową bezsilność popadł Jarosław Hampel (sam tego nie potrafi dostrzec), no i końcówka była tragiczna. Ostatni uciekł z tonącego statku trener Rafał Dobrucki i natychmiast zaczęto cichcem mówić o klubowych długach".