Ręka snajpera Burtta zatrzymała pościg watahy

Stelmet Zielona Góra zespołem trzeciej kwarty. W europejskich pucharach pozwala to unikać pogromów, w Tauron Basket Lidze wystarcza, by wygrać mecz. Wilki Morskie ze Szczecina były o jeden rzut od dogrywki lub nawet sensacyjnej wygranej w Zielonej Górze. Jednak w ostatniej minucie trafienie Steve'a Burtta z dystansu dało triumf Stelmetowi 71:68.
W pierwszej akcji meczu zdarzyła się rzecz ostatnimi czasy niebywała - wpadała trójka po rzucie Przemysława Zamojskiego. Czy w hali dało się usłyszeć, jak koszykarzowi Stelmetu spada kamień z serca? Nie. Bo jedna trójka rozkwitu formy rzutowej jeszcze nie czyni. Ale "Zamoj" w niedzielnym meczu dostał poważniejsze zadanie od przełamania własnej zapaści w zdobywaniu punktów. Od początku pieczołowicie pilnował Trevora Releforda, snajpera i dyrygenta w zespole Wilków Morskich. I z tej roli zielonogórski gracz wywiązywał się dość dobrze. Tego samego nie da się powiedzieć o Danielu Johnsonie, który w strefie podkoszowej odpowiadał za Darrella Harrisa. Amerykanin z Wilków uprzedzał bodaj wszystkie ruchy Australijczyka ze Stelmetu. I w siedem minut pierwszej kwarty skompletował siedem zbiórek, w tym sześć na atakowanej tablicy! Zbastował dopiero wtedy, gdy w trakcie podkoszowej szamotaniny poczuł ból w plecach i zszedł z boiska.

Harris wrócił w drugiej kwarcie. I mniej więcej w tym momencie Wilki wysunęły się na prowadzenie. Do całkiem dobrej obrony zespół ze Szczecina dokładał atak, którego Stelmet mógł troszkę zazdrościć. O pół kroku szybciej, sprawniej - ot, tyle, żeby prowadzić dwoma-trzema koszami.

W drużynie z Zielonej Góry od ostatniego występu nie zdarzył się żaden cud nocy listopadowej. Piłka nie krążyła między graczami w tempie, które ogłupiłoby obronę Wilków. Skuteczność rzutów trzymała się wokół przeklętych, lecz w sumie znamiennych 30 procent. Trener Andrzej Adamek i jego koszykarze nie mogli być z tego zadowoleni.

29:35 - takim wynikiem kończyła się pierwsza połowa meczu, gdy Quinton Hosley popsuł finisz i humory Wilków, trafiając w ostatniej sekundzie tej części gry za trzy punkty. A ta trójka miała swoją wagę. Była jak zapowiedź lepszego Stelmetu oraz lepszego Hosleya.

Dzieje się ostatnio tak, że przerwa w meczu działa na zielonogórską drużynę pobudzająco. A dopiero po przerwie obrona Stelmetu wznosi się na europejski poziom, który - póki co - jest za wysoko dla Wilków. Dlatego w tej części spotkania gasły nadzieje ekipy ze Szczecina na wynik, o którym mówiłaby cała koszykarska Polska. Najpierw przepadło prowadzenie. Później przyszła bezradność. Koszykarze gości bili w defensywę Stelmetu niczym głową w mur. Przez całą kwartę przeprowadzili ledwie pięć skutecznych akcji.

Ale walka nie była jeszcze rozstrzygnięta. Na początku czwartej kwarty zielonogórski zespół rzucił przeciwnikom coś jakby koło ratunkowe. Spuścił z tonu, a Łukasz Koszarek złamał limit przewinień. Wcześniej dało się poznać, że coś mu doskwiera i przecieki o kłopotach zdrowotnych nie były przesadzone. Na dodatek kapitan, nie godząc się z gwizdkiem sędziów, sprezentował Wilkom szansę na darmowe punkty. I tak oto Releford i spółka krok po kroku, akcja po akcji otrząsnęli się po ciosach z trzeciej kwarty. Błyskotliwe akcje Hosleya nie zabiły w nich wiary, że można dopaść faworyta. I stało się. Na trzy i pół minuty przed końcem Releford doprowadził pościg do celu. Był remis 64:64. A w głowach fanów Stelmetu przebiła się myśl, że drużyna utrzymuje klasę tylko przez kwartę.

Wilki dostawały szansę, by w ostatnich minutach pogrążyć faworyta. Ron "Terminator" Matthias, ojciec Hosleya, brylował wtedy w sektorze najbardziej zaangażowanych kibiców Stelmetu. Na boisku goście ze Szczecina marnowali szanse spod kosza, by wyjść na prowadzenie. A w odpowiedzi Steve Burtt pokazał, że ma rękę strzelca. Ustrzelił trójkę, która dała zielonogórzanom prowadzenie 71:68 oraz jako taką kontrolę nad finiszem. Ostatnia akcja w meczu i nadzieja na dogrywkę należała do Wilków. Tym razem jednak Releford nie przebił się z szaloną akcją. Na pocieszenie pokonanym pozostała okazała zdobycz Harrisa w polowaniu na zbiórki: 19! Stelmet zaś pocieszał się zwycięstwem oraz tym, że... - Gorzej grać chyba już nie możemy - skomentował po meczu Hosley.

STELMET ZIELONA GÓRA - KING WILKI MORSKIE SZCZECIN 71:68

KWARTY: 17:15, 15:20, 23:11, 16:22

STELMET: Hosley 19 (1), Zamojski 11 (2), Johnson 4, Troutman 4, Koszarek 0 oraz Burtt 13 (1), Hrycaniuk 9, Cel 6, Chanas 3 (1), Kucharek 2.

KING WILKI MORSKIE: Harris 17, Kikowski 15 (1), Releford 12, Flieger 7, Kowalenko 2, oraz Mazur 8 (1), Majcherek 3 (1), Pytyś 2, Gregory 2,