Najlepszy sportowiec Zielonej Góry chce odejść. Jego klub mówi: Nie ma sprawy...

Konflikt z trenerem - oto przyczyna, dla której mistrz świata i Europy oraz wielka nadzieja na olimpijskie podium w Rio de Janeiro, najlepszy polski pływak Radosław Kawęcki chce zmienić klubowe barwy i odejść z Kornera Zielona Góra do AZS AWF Warszawa. W praktyce już to zrobił. Formalnie też już wykonał kilka ruchów. Czy Korner zrobi wszystko, by utrudnić rozstanie?
- Jestem wdzięczny trenerowi. Dziękuję. Szanuję. Ale już nie chcę. I żadnych mediacji w tej sprawie także nie - takiego stanowiska mocno trzyma się 23-letni pływak Radosław Kawęcki. Przez 10 lat tworzyli z trenerem Jackiem Miciulem jeden z najbardziej złotodajnych duetów w historii polskiego pływania. Krok po kroku Kawęcki piął się w rankingach specjalistów od 200 m stylem grzbietowym. Kulminacją ich współpracy miało być podium olimpijskie na igrzyskach w 2016 r. w Brazylii.

Ale tak się prawdopodobnie nie stanie. Bo sportowiec pogniewał się na szkoleniowca. Stanowczo wykluczył powrót do współpracy z Miciulem.

O co poszło?

Rozmowa z pływakiem Kornera jest trudna. Mówi tak mało, że nieomal nie mówi wcale. Na antenie Radia Zielona Góra uciął pytania o konflikt, że to jego prywatna sprawa. Trener też nie wdawał się w szczegóły: - Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść - pożalił się Miciul.

Polski Związek Pływacki zareagował na konflikt i poinformował zielonogórzan, że do współpracy z Kawęckim wyznaczył już nowego trenera - znanego ze współpracy z m.in. Otylią Jędrzejczak - Pawła Słomińskiego. Szefowie Kornera przeczuwali, że wcześniej czy później pociągnie to za sobą starania o zmianę barw klubowych.

Rzeczywiście, w środę kandydat na mistrza olimpijskiego i rekordzistę świata wyznał na antenie Radia Zielona Góra, że chce odejść z Zielonej Góry do AZS AWF Warszawa.

W praktyce już to zrobił. Mieszka i trenuje w stolicy. Materialnie jest niezależny od Kornera. Z jednej strony traci dobre klubowe stypendium, ale zyska podobne, a zachowuje jeszcze stypendium olimpijskie, indywidualną umowę sponsorską z KGHM oraz wsparcie od Areny - sponsora kadry Polski.

Rozwodu nie planował

Ważniejszą niż pieniądze zależność tworzyły plany szkoleniowe, konsekwencja i rygor Miciula. Trener wymyślał sposoby, Kawęcki harował jak wół - od ściany do ściany w wodzie po kilkanaście kilometrów dziennie. 250 dni w roku spędzali wspólnie na zgrupowaniach. Mieszkali w hotelach drzwi w drzwi, razem jedli, pracowali. I wydostali się z dolnych rejonów rankingów krajowych w okolice szczytu rankingów światowych. W 2012 r. w Londynie znalazło się tylko trzech szybszych niż Kawęcki w finale 200 m grzbietem. W Rio zielonogórzanin miał ich doścignąć i sięgnąć po złoto. - Byliby tam skazani na sukces - określa Adam Jeske, prezes Kornera.

Tyle że Kawęcki popłynie na igrzyska bez Miciula. Rozwodu z trenerem ani Kornerem pewnie nie planował. Całkiem niedawno kupił w Zielonej Górze mieszkanie. Ale równocześnie psuły się jego układy z trenerem. Z ostatniego mityngu wrócili już oddzielnie. A młody sportowiec teraz swoją przyszłość wiąże wyłącznie ze stolicą. I napisał do Polskiego Związku Pływackiego podanie o zmianę barw klubowych.

Korner może sprawę przeciągnąć, ale nie wygra

- Co wy na to? - pytamy Mariana Rzeźniewskiego, dyrektora klubu Korner.

- Nic. Dla nas formalnie nie ma sprawy - odpowiada Rzeźniewski. - Kawęcki nie zwrócił się do nas oficjalnie w tej sprawie. A w piśmie do związku mylnie powołał się na zły paragraf. I dopóki nie poprosi nas o zwolnienie, dopóty sprawa dla nas nie istnieje.

Ale to przecież kwestia jednego pisma. Jak zareaguje Korner, gdy Kawęcki pisemnie poinformuje, że zamierza się przenieść do AZS AWF?

- Tak na 100 proc. nie wiem, co będzie. Ale naszym zdaniem to wszystko zmierza w złą stronę. A my przez tyle lat dbaliśmy o jego karierę, że trudno nam się z tym pogodzić. Nie akceptujemy tego rozstania. Ono jest niekorzystne dla zawodnika, który jest najlepszym pływakiem w Polsce i jednym z najlepszych sportowców w kraju. A obaj razem z trenerem Miciulem strasznie ciężko na to wszystko pracowali - wylicza Rzeźniewski.

Przepisy mówią jednak, że przenosiny mogą się odbyć w sumie bez akceptacji Kornera. Byle decydowały o tym ważne względy szkoleniowe.

- My takich nie widzimy. Bo Miciul jest najlepszym w Polsce specjalistą od stylu grzbietowego - twierdzi dyrektor Kornera.

Zarząd Polskiego Związku Pływackiego może sprawę widzieć inaczej. W przyszłym tygodniu do Zielonej Góry, przy okazji Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, przyjedzie prezes PZP Andrzej Kowalski. Spotka się z nim Adam Jeske, prezes Kornera. I na pewno rozmowa zejdzie na temat Kawęckiego. Polskie pływanie nie ma wielu takich kandydatów na medal olimpijski w Brazylii. Korner (jeszcze) ma tylko jednego.

Prezes Jeske: Zachowajmy klasę

- Żal mi, i to strasznie, że go tracimy. Ale uważam, że musimy zachować klasę i uszanować postanowienie zawodnika. Możemy się oczywiście awanturować, pisać skargi do ministerstwa. Ale na dłuższą metę tego nie wygramy. Dlatego chcę tego uniknąć. Sądzę też, że nie jesteśmy tu bez winy. Bo myśleliśmy, że wszystko jest w porządku, tymczasem ten konflikt narastał już od grudnia. Dlatego ja jestem w tej sprawie po stronie Radka. I rozumiem, że on chce teraz odciąć wszystkie zielonogórskie korzenie. Trener chciał z niego zrobić niewolnika. Nie wyszło. I nam też pewnie nie wyjdzie. Bo świat się zmienił. A młodzi ludzie mają więcej informacji i trzeba ich traktować po partnersku - mówi nam Jeske.

Zielonogórski klub nie straci finansowo na ew. rozstaniu z Kawęckim, nic także nie zyska. Ucierpi renoma. - Ale nam naprawdę najmniej chodzi o pieniądze. A najwięcej o to, że Miciul najlepiej zna Radka. Konsekwentnie prowadzi go od 10 lat. I obaj przez najbliższe dwa lata mają jeszcze najważniejszą robotę do wykonania. Trener mógł nie zauważyć, ze zawodnik wydoroślał, pewnie gdzieś tam trochę przesadził, potraktował go za ostro. Ale w sporcie rygor jest potrzebny. Tymczasem Kawęcki łatwo ulega wpływom. Podejrzewam, że zapatrzył się na kolegów z kadry, którzy trenują lżej. Jeśli pójdzie tą drogą, to jest początek jego końca - przepowiada Rzeźniewski.

I oby tylko Radek nie chciał Miciulowi niczego udowadniać

- Przykro takie rzeczy słyszeć. Byłbym ostrożny z tym końcem. Akurat pan dyrektor musi wiedzieć, że Radek jest strasznie zawzięty. Mówi mało, ale to już dorosły chłopak. Nie mam wpływu na jego decyzje. Kiedyś, 10 lat temu, to on się zawziął, żeby się przenieść z Głogowa do bardziej znanego klubu w Zielonej Górze. To były jego wola i wybór. Ja tylko pomagałem wszystko zrealizować. Wiem, że teraz Radek znów postanowił coś zmienić i to jest u niego nieodwołalne - skomentował Marek Kawęcki, ojciec pływackiego mistrza świata i Europy.

- A ja się boję właśnie o to, żeby teraz Radek nie próbował zrobić czegoś na negatywnych emocjach. Na zasadzie, że oto on pokaże światu, jak wiele jest wart bez swojego "starego" trenera. Bo takie negatywne emocje nie prowadzą w sporcie do sukcesów - podpowiada Jeske.

Więcej o: