Pół tysiąca rzutów w pustej hali. Jak wrócił Aaron Cel

- Koszar, Vlado i pan prezes Czarkowski - oto trójka motywatorów, która pomogła Aaronowi Celowi zostać cichym bohaterem wtorkowego spotkania. Po dwóch pierwszych meczach Cel miał skuteczność 1/11 z gry, wczoraj trafił 5 z 6 oddanych rzutów. Zamknął się więc w hali CRS i rzucał, rzucał, rzucał. Aż 250 trójek wylądowało w koszu.
- W drugim meczu ciężko było mi się odnaleźć. Turów dobrze bronił, nie miałem otwartych pozycji. Nie mogłem się odnaleźć - opowiada 27-letni skrzydłowy Stelmetu Zielona Góra. Z relacji osób z klubu i dziennikarzy wiemy, że Aaron po meczu numer dwa był mocno przybity. Zawsze skory do rozmowy, w Zgorzelcu odpowiadał półsłówkami, będąc zły na swoją postawę.

We wtorek nic nie wskazywało, że się przełamie. Podczas gdy Filip Dylewicz bombardował zielonogórski kosz, Cel niczym na boisku się nie wyróżniał. Aż do drugiej połowy spotkania. Cel szukał otwartych pozycji w rogach boiska. I dostawał tam piłkę wtedy, gdy drużyna najmocniej potrzebowała punktów - po gradzie trójek ze strony Dylewicza i Wiśniewskiego.

Podanie do lewego rogu. Rzut. Wpada. - Czułeś ulgę? - pytam po meczu. - Wszystko działo się tak szybko, że nie miałem czasu nawet o tym pomyśleć - odpowiada. Kolejna akcja. Cel ucieka do prawego narożnika. Piłka w siatce. Później dodaje akcję 2+1, po której cała drużyna podbiega do niego i go dodatkowo mobilizuje. I jeszcze jedna trójka. Trafia jak w transie. Wrócił. Bez niego nie byłoby tak ważnego zwycięstwa w meczu numer trzy.

Prezes jedzie na trening

Aaron Cel po meczu stoi otoczony wianuszkiem zielonogórskich dziennikarzy. - Jeżeli chodzi o mnie, to nigdy nie wątpiłem w siebie. Gracze z drużyny też nie: Koszar, Vlado, pan prezes, który przyszedł wczoraj pogadać, też nie - uśmiecha się i spogląda w stronę przysłuchującego się Rafała Czarkowskiego.

- Wczoraj, kto chciał mógł przyjechać się porozciągać na nieobowiązkowy trening. Coś mnie tknęło. Przyjechałem na halę, a tam był Aaron. Rzucał mniej więcej tak samo, jak w Turowie. Podchodzę i mówię: Wiesz, po co tutaj przyjechałem? Zdołować cię kompletnie, do dna! Albo się odbijesz, albo nie. Teraz zobacz, jak się powinno rzucać w tempo. To nie jest strzelectwo sportowe, że mierzysz i mierzysz. Trzeba "Pyk! W tempo!". Dzisiaj byłem taki dumny z niego! - opowiada z wielkim uśmiechem na ustach prezes Czarkowski.

Koszarek: Aaron weź dziewuchę i porzucaj

Łukasz Koszarek też miał swój udział w powrocie Cela do formy rzutowej. - Powiedziałem mu, żeby wziął dziewczynę i poszedł porzucać. Żeby przypomniał sobie, jak wygląda piłka w koszu po jego celnym rzucie - opowiada "Koszar". Aaron nie wziął swojej partnerki, ale poprosił o pomoc Cole Hairstona - trenera od przygotowania fizycznego Stelmetu, który jest także świetnym trenerem personalnym. Zamknęli się w hali CRS. Aaron Cel:

- Wczoraj przyszedłem sam rzucać. Robiłem to przez dwie godziny, pomagał mi Cole. Oddałem 250 trafionych rzutów, czyli pewnie było ich około 500. Same trójki. Nie tylko rogi. Wszystkie pozycje. Trzeba ufać w siebie i nigdy nie wątpić.