Finał TBL. Czy ze Świeradowa koszykarze Stelmetu wrócą twardsi?

Trudniejszej przeprawy spodziewają się koszykarze PGE Turowa Zgorzelec, więcej chcą wydobyć z siebie gracze Stelmetu Zielona Góra. Dziś o godz. 20 w Zgorzelcu mecz numer dwa finału play-off Tauron Basket Ligi. Po pierwszym starciu Turów prowadzi w serii do czterech zwycięstw 1:0.
Mistrzowie Polski pluli sobie w brody po przegranej 88:100, że w tak ważnym wyjazdowym spotkaniu pozwolili na strzelecką kanonadę armat PGE Turowa. J.P. Prince rzucił do kosza Stelmetu 30 pkt, a Damian Kulig 20, Filip Dylewicz 17. Przed spotkaniem zielonogórzanie liczyli się z tym, że Prince swoje zdobyć musi. Ale reszta zgorzeleckich zawodników miała zderzyć się z murem obrony. Plan był. Ale nie wypalił.

Źle się stało dla mistrzów, że z kolei drużynie ze Zgorzelca wypalił plan ograniczenia gry Łukasza Koszarka i trafień Przemysława Zamojskiego. Koszarek, kapitan, rozgrywający, lider i mózg zielonogórskiego zespołu został otoczony strasznie troskliwą opieką. Pilnowało go na zmiany aż czterech graczy Turowa. Naganiali się, nałapali fauli, niemniej na koniec mogli powiedzieć, że poświęcenie się opłaciło. Bo Koszarek wytrzymał na boisku niespełna 25 minut, po czym złamał limit przewinień. Zamojski w serii półfinałowej łapał swoją zjawiskową skuteczność trafień z dystansu. W Zgorzelcu próbował trzymać się tego kursu. Ale pozycji do trafień nie dostawał. Jemu także przeciwnicy nie dawali cienia swobody.

Dlaczego zielonogórzanie nie odpowiedzieli w ten sam sposób? Dali sobie nawrzucać 11 trójek, a przy rzutach za dwa punkty zostawili zgorzelecki zespół ze skutecznością, która łamała 60 proc.?

Po meczu Mihailo Uvalin trener Stelmetu w rozmowie z dziennikarzami sięgnął po sugestię. - Nie wszystko tu dziś od nas zależało - mówił. A z przebiegu gry i reakcji na gwizdki sędziów dało się wywnioskować, że właśnie do arbitrów odnosiła się ta aluzja. Przemysław Zamojski nie szczypał się i to, co myślał o sędziach, wypowiedział wprost. Użył określenia: żenada. Przez to musi teraz sięgnąć do portfela po tysiąc złotych. Bo taką karę liga zasunęła mu za krytykowanie pracy arbitrów.

Dziś koszykarzy Stelmetu czeka zadanie złożone. Z jednej strony muszą, po prostu muszą, zagrać w sposób bardziej twardy, agresywny wręcz, by Turów znów nie urządził popisu strzeleckiego. Z drugiej zaś strony goście z Zielonej Góry powinni na czas meczu i po jego zakończeniu nałożyć sobie kłódkę, by z sędziami nie dyskutować wcale.

- Seria będzie długa i ciężka. My musimy się starać grać na takim samym poziomie w kolejnych spotkaniach. Jestem zadowolony, że zawodnicy, którzy mają mniej minut na boisku, wyszli na parkiet i wnieśli coś cennego do gry. To może decydować o wygraniu całej serii - rozważał Miodrag Rajković, trener Turowa.

- Bronimy własnego parkietu i mam nadzieję, że sobotnie spotkanie jeszcze bardziej zobrazuje to, że zielonogórzanie są zmęczeni serią ćwierć i półfinałową. Troszeczkę się tam męczyli i myślę, że głupio byłoby tego nie wykorzystać - mówi Filip Dylewicz, chyba trochę sugerując, że seria jednak wcale nie musi być taka długa i ciężka.

Co na to Stelmet? Na czas między meczami zielonogórzanie zamieszkali w Świeradowie-Zdroju. Z widokiem na Stóg Izerski odpoczywali, nabierali mocy. A moc będzie im dziś wieczorem potrzebna, bo... - 120-130 proc. chcemy wycisnąć z siebie, zagrać mądrze i jednocześnie fizycznie, pokazać, że się nie poddajemy i nie jesteśmy od nich słabsi - zapowiedział podkoszowy Adam Hrycaniuk na antenie Radia Zielona Góra.

Transmisja z meczu numer dwa na antenie Polsatu Sport News. Gra zacznie się o godz. 20, przekaz ze Zgorzelca już o godz. 19.30.