Aaron Cel: Wyrwać w Zgorzelcu jedno zwycięstwo!

- Turów wygrał play-offy do zera, ale to dla nas nie jest ważne. Mieli łatwiejszych przeciwników. My chcemy wyrwać w Zgorzelcu jedno zwycięstwo- mówi Aaron Cel, który jeszcze przed rokiem grał w Zgorzelcu, a obecnie broni barw Stelmetu Zielona Góra.
Kosma Zatorski: Miałeś czas, żeby podczas waszych play-offów śledzić mecze Turowa Zgorzelec?

Aaron Cel, skrzydłowy Stelmetu: Praktycznie cały sezon oglądałem Turów Zgorzelec. Oczywiście nie wszystkie mecze, ale nie mają przede mną żadnych tajemnic. Zresztą graliśmy cztery razy przeciwko sobie w tym sezonie. Znamy się dobrze.

Najmocniejsze strony rywali?

- Nie zaskoczę. Ich szybka gra, dużo klasowych graczy. Będzie ciekawie w finałach.

Zamieniły ci się role. Rok temu to ty grałeś w Zgorzelcu przeciwko Zielonej Górze. Teraz jest odwrotnie.

- Każdy rok jest inny w życiu zawodowca. Ważne dla mnie jest to, że doszliśmy do finału. To, że zagramy z Turowem, jakoś mi różnicy nie robi. Pierwszy mecz w grudniu, na dawnej hali, wyzwolił we mnie adrenalinę. Teraz jednak najważniejsze jest dla mnie to, jak my zagramy i czy zdobędziemy złoto.

Dziwi cię to, że wszyscy upatrują faworyta w Zgorzelcu?

- Turów jest faworytem - nie dziwię się. Wygrali play-offy na zero na razie, mieli łatwiejszych przeciwników. Dla nas to nie jest ważne. Chcemy wyrwać w Zgorzelcu jedno zwycięstwo.

Halę w Zgorzelcu znasz jak nikt inny w zielonogórskim zespole. Lubisz tam grać?

- Pewnie. Zawsze mi się tam dobrze grało, bo lubię grać u siebie. Teraz będzie nieco inaczej, ponieważ kibice nie będą mnie dopingować, co zawsze pomaga. Wierzę w to, że damy radę.

Nie wiem, ile prawdy jest w opiniach, ale ponoć dla niektórych wielkość hali, a co za tym idzie - tła za koszem ma znaczenie. Też tak masz?

- Dla mnie jest to bez różnicy. Nieważne jest, gdzie grasz, ale to, czy masz dobry dzień albo nie. Nieważne wtedy, gdzie to jest i kto jest dookoła.