Łukasz Koszarek: Energia nas rozsadzała. Jestem szczęśliwy, że gramy w finale!

Profesor i Kapitan! Dwie ksywki nadane przez kibiców dopisał dziś do swojego koszykarskiego życiorysu Łukasz Koszarek. Rozgrywający Stelmetu Zielona Góra poprowadził Stelmet Zielona Góra do drugiego finału w historii ekstraklasy.
Kosma Zatorski: Łukasz Koszarek wyraźnie szczęśliwy po meczu!

Łukasz Koszarek: No pewnie. Słyszałem głosy zwątpienia, czy damy radę i podołamy. To nawet było po nas trochę widać. Jestem szczęśliwy, że jesteśmy w miejscu, w którym powinniśmy być. Nieważne, jaką drogę przeszliśmy - czy była prosta czy były dołki - liczy się, gdzie jesteśmy.

Świetna była zwłaszcza pierwsza połowa w twoim wykonaniu. Kibice pisali "Profesor" o tobie. Bierzesz tę ksywkę na stałe?

- Raczej nie, chociaż to na pewno miłe (śmiech). Trafiałem, trafiałem, ale błędów też nie uniknąłem niestety. Mieliśmy jednak dziś wielką energię, która nas rozsadzała. Dzięki temu świetnie graliśmy w obronie i Trefl chyba też to poczuł. Nie siedziały im trójki i nie mieli nas jak zaatakować.

Zostańmy jeszcze przy ksywkach, bo na naszych oczach nastąpiła piękna przemiana. Schodziłeś dziś najdłużej z parkietu, ściskając się z kibicami. Ci, którzy kiedyś krzyczeli za tobą "Panienka", dziś krzyczeli "Kapitan!". Jak na żużlu!

- Cieszę się bardzo, że tak to się zmieniło. Dzisiaj naprawdę na trybunach było czuć, że to play-offy i ważne spotkanie. Fajnie było. Fajny dzień. Chyba też mamy zwycięstwo w żużlu? Mamy się cieszyć, tak? Okej, to ja się cieszę i przyznam, że nawet dzisiaj oglądałem mecz w telewizji. Byłem kiedyś na stadionie. Żużel mi się podoba, jest widowiskowy, tylko tam mało tego zespołu. Tam każdy sobie rzepkę skrobie, ale widowisko i emocje są przednie.

Jak będzie z Turowem?

- Już słyszałem opinie, że to najlepszy z Turowów. Mieli łatwą drogę do finałów i sporo odpoczywali. My jesteśmy jednak mistrzami i to nas trzeba pokonać, żeby zrobić tytuł.

Dwóch Taylorów to może być dla ciebie problem, gdy rzucą się, jak to dziennikarze mówią, "jak pieski" na ciebie.

- To może muszą trzeciego zatrudnić! (śmiech)

Mają Łukasza Wiśniewskiego, on może być trzecim Taylorem. Będziesz sam przeciwko trzem!

- Spokojnie, to nie tylko moje spotkanie z Turowem. Na pewno coś przygotujemy, żeby mnie nie zamęczyli. Dziś schodziłem na pozycję numer dwa i to dawało efekty.

Mnie strasznie w tych play-offach podoba się koszykarz, o którym nikt nie mówi. Eyenga imponuje mi zaangażowaniem i energią w grze.

- Christian był dzisiaj takim cichym MVP oprócz Przemka Zamojskiego. Christian w obronie pomagał, swoją skocznością zbiórkę czyścił i trafiał ważne rzuty. Dzisiaj zagraliśmy świetnie, wszyscy jako zespół, i to było naprawdę super.