Stelmet i Trefl walczą, aż drzazgi idą. Drugi mecz dla Sopotu!

Nie wiadomo gdzie, ale wiadomo, że koszykarze Trefla Sopot gdzieś znaleźli w Zielonej Górze punkt doładowania energii. Brakowało im tego w meczu numer jeden półfinału play-off Tauron Basket Ligi. Ale w sobotę w meczu numer dwa nie pękli pod naporem obrony mistrza. Zwyciężyli 73:67. W serii jest remis 1:1. Teraz przed zespołami z Zielonej Góry i Sopotu dwa spotkania w Trójmieście. Pierwsze z nich we wtorek o 20.
Trefl chciał zacząć sobotni mecz z nową wiarą i energią. Tymczasem na dzień dobry musiał pogodzić się z ubytkiem w składzie. Kontuzji nabawił się rozgrywający Sarunas Vasiliauskas. Litwin w czwartkowym meczu grał przez 17 minut, a zielonogórscy kibice powinni jeszcze pamiętać jego kozacki występ w przedsezonowym starciu o superpuchar Polski, gdy wrzucił do kosza Stelmetu aż sześć trójek. Zatem strata tego gracza nie była błaha. Gdy na rozegraniu próbował go zastąpić skrzydłowy Simas Buterlevicius, wychodziły z tego nieomal same straty dla Trefla. Bo Buterlevicius nie wytrzymywał presji ze strony Christiana Eyengi. Ale ogólnie sobotni mecz na początku tym przystawał do czwartkowego, że w pierwszej kwarcie sopocki zespół radził sobie lepiej niż faworyt i mistrz. Występowały też jednak różnice. As Stelmetu Łukasz Koszarek przestał trafiać, a później nawet próbować trafiać. Stelmet popełniał straty, które tenisowi statystycy odnotowaliby w rubryce z błędami niewymuszonymi. Różnica polegała także i na tym, że Trefl nie dał sobie wydrzeć prowadzenia na półmetku spotkania. Dwa fakty odgrywały znaczenie chyba kluczowe. Trefl zagęścił obronę w strefie podkoszowej. Koszykarze Stelmetu sporo rzucali więc z dystansu i półdystansu. I mieli kłopot, bo nie trafiali. Gospodarzom meczu nie udawało się powstrzymać Michała Michalaka. Młody koszykarz Trefla wziął na siebie rolę snajpera. A etatowy snajper sopockiej ekipy Adam Waczyński starał się zmieniać sposoby na punktowanie. Nie czekał na dobre podania i czyste pozycje, częściej szarżował z piłką pod kosz. A gdy sopocianom było już naprawdę ciężko sforsować linię obrony Stelmetu, do boju ruszał czołg Lance Jeter i taranował dla siebie miejsce na oddanie rzutu. Rozpychał się nie tylko, gdy potrzebował pozycji rzutowej, ale także gdy pojedynkował się o zbiórki. Na koniec okazało się, że przebił w tej dziedzinie centrów i skrzydłowych, uskładawszy 11 zbiórek.

Gdy w trzeciej kwarcie goście ciągle trzymali się na prowadzeniu, a przewaga dobijała do 10 pkt, Stelmet sięgnął po żelazne argumenty. Zwlekanie mogłoby skończyć się źle. Dlatego pod atakowanym koszem klasą błysnął Vladimir Dragicević. Jego akcje trójką poprawił Przemysław Zamojski. A wszystko to szło w parze z obroną, jakiej Trefl mógł w tym sezonie wcześniej nie zaznać. Mistrzowie Polski rzucili na szalę pełne poświęcenie. I dzięki temu z 45:54 w chwil kilka doszli na 52:54. Wiele ligowych zespołów spanikowałoby w podobnej sytuacji. Ale sopocianie jeszcze się trzymali. Michalak dał swoim kolegom chwilę oddechu, trafiając za trzy punkty tuż przed zamknięciem trzeciej kwarty. Ostatnia część meczu stała się przez to jeszcze bardziej zażarta i piękna. Zielonogórska piątka bohaterów grała dobrze, lecz sopocianie stawali się superbohaterami. Kilku z nich już słaniało się na nogach, oddechy łapali łapczywie. Jednak ciągle trzymali się na prowadzeniu, a Stelmet ciągle nie miał metody na przełom.

Na półtorej minuty przed końcem gospodarzom trochę pomogli sędziowie, gwiżdżąc faul w ataku Waczyńskiego. A w kolejnej akcji Zamojski poderwał kibiców z krzeseł. Przywrócił nadzieję trafieniem o wartości trzech punktów. Było 65:69 i 83 sekundy na rozstrzygnięcie. W istocie trwało to o wiele dłużej. Nie mogło się też obejść bez serii rzutów wolnych, bo koszykarze przerywali sobie akcje w sposób zdecydowany. Trenerzy pościągali z boiska centrów. Trefl mądrze przetrzymywał piłkę i uszanował własny trud.

STELMET ZIELONA GÓRA - TREFL SOPOT 67:73

KWARTY: 19:22, 14:16, 19:19, 15:16

STELMET: Zammojski 22, Koszarek 10, Brackins 10, Dragicević 6, Eyenga 6, oraz Hrycaniuk 6, Cesnauskis 5, Ginyard 4, Cel 0, Chanas 0.

TREFL: Michalak 19 (1), Jeter 13 (1), Leończyk 12, Gadri-Nicholson 10, Waczyński 8 oraz Majstorović 5 (1), Michalak 3, Buterlevicius 2, Brambly 2, Stefański 2, Roszyk 0.