Mistrz dołącza do Turowa. Bez Dragicevicia zdobył Gdynię

Koszykarze Stelmetu Zielona Góra awansowali do półfinału play-off Tauron Basket Ligi. Serię ćwierćfinałową z Asseco Gdynia zamknęli w piątek wieczorem, wygrawszy wyjazdowy mecz 82:69, a całą serię 3:1. Teraz mistrzowie Polski czekają na kolejnego przeciwnika, podobnie jak w drugim półfinale PGE Turów Zgorzelec.
Wszyscy zachodzili w głowę, co zrobi Stelmet, żeby uprzykrzyć grę i zapaćkać rewelacyjne statystyki wysokiego Litwina Ovidijusa Galdikasa. I oto w piątek zielonogórska drużyna ruszyła do gry kompletnie bez centra. Vladimir Dragicević zmagał się z urazem dłoni, Adam Hrycaniuk został na ławie. Galdikas mógł się zdziwić. Na boisku brakowało graczy, którzy dorastali mu do nosa. Oczywiście, Brackinsowi nie sposób odmówić wzrostu, ale w Stelmecie raczej nie grywał na pozycji numer pięć. Na początku piątkowego starcia radził sobie jednak z zadaniami. Podobnie zresztą jak cały zespół z Zielonej Góry od początku radził sobie z Asseco.

Gdy gospodarze meczu tracili do gości już blisko 10 pkt, dopadła ich jeszcze jedna kłopotliwa strata. A.J. Walton zwinął się z bólu, gdy Christian Eyenga niechcący uderzył go w oko. Amerykanin na kilka akcji zszedł z boiska. Gdy wrócił, sprawy miały się już o wiele gorzej dla jego drużyny. Po siedmiu minutach walki było 6:23. Zanosiło się zatem na duże zwycięstwo Stelmetu. Kłopoty graczy Asseco polegały na tym, że w ataku nie potrafili forsować pod koszem obrony mistrzów. Z kolei próby punktowania z dystansu kompletnie się nie udawały, mimo że za rzucanie chwytali się specjaliści w tej dziedzinie z Łukaszem Sewerynem na czele.

Jednak w drugiej kwarcie mecz przestał się układać w sposób jednostronny. Grę zdobiły ofensywne naloty Eyengi, ale zasadnicza zmiana obrazu z boiska wynikała z tego, że Asseco nadążało z ustawianiem obrony. I była to obrona, która sprawiała Stelmetowi problem. Rzecz polepszenia nastroju na trybunach w hali w Gdyni opierała się też na tym, że do kosza gości w końcu wpadły trójki. I to pobudziło atak Asseco. Wynik 36:42 (w 17. minucie) szkicował emocje na drugą połowę meczu.

Mozolnie i cierpliwie gdynianie pracowali na to, by pójść za ciosem. I na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty doszli na 50:52. Robiło się ciekawie. Chwilę później Fiodor Dmitriev pędził do kontry z piłką, która miała dać remis. Rosjanin nie miał najlepszego dnia. Okazję zmarnował. I chyba powinien pluć sobie w brodę, bo akcja zyskała wymiar przełomu. Stelmet ripostował skuteczną akcją, poprawił następną - taką samą, odskoczył. A później już nie pozwolił sobie na takie chwile słabości, by martwić się o wynik. Gdynianie zostawali z tyłu. Jeszcze mocno bronili. Ale atakowali już tak jak w końcówce poprzedniego meczu w tej serii. Mianowicie jeden z graczy stawał za linią 6,75 i rzucał. Przy czym gdy ledwie składał się do rzutu, reszta jego kumpli już gnała do obrony. Jakby nikt się nie łudził, że piłka wpadnie do kosza Stelmetu. A piłka rzeczywiście nie wpadała.

I tak oto, zyskawszy kilkanaście punktów zapasu, Stelmet zapanował nad meczem, finiszował bez cienia nerwów. Bo w ekipie rywali nie było już sił i potencjału na kolejny zryw.

Zresztą Asseco występowało w tej rywalizacji w roli kopiącego się z koniem. Zniosło to dość dzielnie. Koszykarze z Gdyni urwali Stelmetowi mecz, w następnym zmusili do dużego wysiłku. Mogą śmiało stanąć przed lustrem. Nie ułatwili faworytowi sprawy.

Stelmet? W sumie zrobił swoje. Ale chyba dobrze, że nie przespacerował się przez ćwierćfinał. Dostał nauczkę za brak koncentracji. Wyciągnął wnioski. To się musi przydać. A cel awansu do półfinału został osiągnięty.

Kto teraz stanie na drodze mistrzów? Trefl Sopot albo Energa Czarni Słupsk. W tej rywalizacji jest remis 2:2, w poniedziałek rozstrzygnie zatem piąty mecz.

ASSECO GDYNIA - STELMET ZIELONA GÓRA 69:82

KWARTY: 15:28, 22:16, 15:20, 17:18

ASSECO: Galdikas 16, Dmitriev 11, Szczotka 8, Walton 7, Seweryn 0 oraz Frasunkiewicz 12, Matczak 8, Żołnierewicz 4, Kowalczyk 3, Grujić 0, Paredes 0.

STELMET: Eyenga 14, Cel 13, Brackins 12, Zamojski 9, Koszarek 4 oraz Hrycaniuk 14, Chanas 10, Ginyard 3, Cesnauskis 3, Sroka 0, Kucharek 0.