Rosa nie robiła mistrzom problemów. Pękło sto, teraz play-off

Ostry trening rzutowy urządzili sobie koszykarze Stelmetu Zielona Góra w ostatnim meczu przed rozpoczęciem play-off. W niedzielę we własnej hali mistrzowie Polski rozstrzelali Rosę Radom 101:82.
Koszykarze z Radomia uznali, że są bez szans w rywalizacji z mistrzami Polski w otwartej, regularnej walce. I postanowili, że zwojują coś sposobem. Ich sposobem była obrona strefowa.

Stelmet zabrał się za rozbijanie strefy klasycznie - dużo rzucał z dystansu. Tyle że przez ładnych kilka minut seria zamierzonych trójek była w istocie serią omyłek. Dopiero Marcus Ginyard i Przemysław Zamojski złamali mur niemocy. I odtąd atak Stelmetu nabrał rozmachu. Do zabawy w zdobywanie trójek skutecznie włączyli się Craig Brackins i Kamil Chanas. Gracze Rosy nie nadążali. Oni też bardzo dużo rzucali za trzy punkty. Różnica polegała jednak na tym, że bez trafianych trójek goście w ogóle nie mieliby czego szukać w meczu. Bez Kirka Archibeque'a, który leczy kontuzję, Rosa nie miała kim straszyć pod koszami Vladimira Dragicevicia i Adama Hrycaniuka. Dla gospodarzy zaś trójki to była tylko jedna z opcji.

Że tych opcji zebrało się więcej, świadczył punktowy dorobek Stelmetu. Koszykarze zielonogórskiego zespołu mieli w rękach piłkę, by zamknąć dwie kwarty z 60 punktami na koncie! Ale w ostatnich sekundach gry przed przerwą piłka dwa razy wykręciła się z kosza. I stanęło na 58 pkt. Drużyna z Radomia została z tyłu (58:45).

Przewagę Stelmetu ze starć pod tablicami oddawała statystyka zbiórek. W połowie meczu mistrz i faworyt uskładał dwa razy więcej (20) zbiórek niż Rosa (10). Miażdżąco dla gości wypadało też zestawienie asyst. Rewelacyjna skuteczność i dzielenie się piłką w zielonogórskiej ekipie oddawała liczba 21 podań otwierających drogę do kosza. I - rzecz rzadka - liderem wśród podających wcale nie był Łukasz Koszarek, tylko Mantas Cesnauskis. Ale w niedzielny wieczór trener Mihailo Uvalin wyraźnie oszczędzał lidera i kapitana zespołu. Bo Koszarek mnóstwo nabiega się jeszcze w play-off, to pewne.

Nie wiemy, czy w przerwie meczu do szatni Stelmetu dotarły wieści o mękach PGE Turowa Zgorzelec w walce z podziurawionym składem Energi Czarnych Słupsk? W każdym razie zielonogórska drużyna dawała sobie szansę na odzyskanie lokaty lidera. Wysoko i pewnie wygrywała z Rosą, gdy w tym samym czasie w Zgorzelcu trwał dość wyrównany mecz Turowa z Czarnymi. W trzeciej kwarcie ustała wprawdzie zielonogórska kanonada trójek, lecz Stelmet dominował nieustannie. I jeżeli potraktować niedzielne starcie jak próbę generalną przed play-off, o formę Stelmetu nie wypada się martwić. Radomianie do swojego występu w Zielonej Górze nie podchodzili z zamysłem weryfikacji formy i planów. - Myślami jesteśmy już przy play-off. I dziś dzieliliśmy minuty zawodnikom tak, żeby każdy z nich złapał trochę świeżości przed ćwierćfinałami - przyznał trener Wojciech Kamiński.

STELMET ZIELONA GÓRA - ROSA RADOM 101:82

KWARTY: 23:16, 35:29, 21:15, 22:22

STELMET: Dragicević 20, Zamojski 11 (1), Eyenga 6, Koszarek 2, Sroka 2 oraz Ginyard 17 (3), Chanas 12 (2), Hrycaniuk 11, Brackins 10 (2), Cesnauskis 7 (2), Kucharek 3 (1).

ROSA: Witka 21 (3), Dłoniak 14 (3), Kardaś 5 (1), Locious 2 , Adams 0, oraz Majewski 16 (2), Jeszke 7 (1), Łączyński 6 (2), Zalewski 6, Sabuta 5, Michalski 0.