Dwa asy atutowe nie biją mistrza. Stelmet zdobył Słupsk

Garrett Stutz - 25 punktów i 16 zbiórek, w tym aż 8 ofensywnych. ?Rocky? Trice - 20 punktów i niezły solowy pokaz na finiszu spotkania. Ale to w połączeniu z solidną obroną okazało się za mało ze strony Energi Czarnych, żeby wygrać z faworytem ligi. Po środowym starciu w Słupsku koszykarze Energi Czarnych zostają przed play-off na pozycji numer sześć i w ćwierćfinale wpadną na Trefl Sopot. Stelmet Zielona Góra wygrał 77:73 i dzięki temu ciągle jeszcze gra o pozycję numer jeden.
Mecze koszykarskich drużyn ze Słupska i Zielonej Góry nie bywają nudne. Stelmet trzy razy w tym sezonie zaczynał te spotkania z pozycji faworyta - mistrza Polski i zespołu z potężniejszym potencjałem. Ale na dzień dobry przegrał, a później musiał swoje odcierpieć.

Marka trenera Andreja Urlepa daje gwarancję, że faworytowi z Zielonej Góry w tej konfrontacji nic nie przyjdzie darmo i będzie musiał się namęczyć, żeby wygrać, a na koniec punktowa zdobycz nie wzniesie się w okolice setki.

Ciekawe i prestiżowe toczą polscy rozgrywający: rutyniarz Łukasz Koszarek (Stelmet) i budujący swoją pozycję Tomasz Śnieg (Energa Czarni). "Rocky" Trice zwykle w tych spotkaniach znajdzie sposób, by ukłuć mistrzów widowiskowymi akcjami. Dochodzą też smaki występów Marcina Sroki i Mantasa Cesnauskisa przeciwko słupskiej drużynie, której barw bronili.

Sroka w środę zastąpił w wyjściowej piątce kontuzjowanego Aarona Cela. Tradycyjnie usłyszał w hali Gryfia najgłośniejsze gwizdy. Tradycyjnie się tym nie przejął. I zaczęło się!

Zaciekła i ciekawa walka toczyła się od pierwszej minuty. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że przez dwie kwarty Energa Czarni grali ze Stelmetem kosz za kosz, albo zatrzymany atak przeciwnika napotykający po chwili taką samą ripostę. Garrett Stutz (212 cm wzrostu) królował w polowaniu na zbiórki i toczył ciężkie, fizyczne potyczki z podkoszowymi Stelmetu. Nie popadał przy tym w kłopoty z faulami, lecz przecież sił musiało mu ubywać. Kilka razy chwycił pod atakowanym koszem piłkę po niecelnym rzucie i pozwolił swoim kolegom ponawiać akcję. Dzięki temu Energa Czarni tuszowali trochę gorszą skuteczność rzutów. Mierzyli do kosza częściej niż rywale, częściej też pudłowali. Ale w wyniku trzymali się minimalnie z przodu lub na remis.

W ostatniej akcji pierwszej połowy gospodarze oberwali trzypunktowe trafienie od (wracającego do ligi po kontuzji) Craiga Brackinsa i dzięki temu goście wygrywali, schodząc do szatni, 37:34.

W trzeciej kwarcie aż tak równo to już nie szło. Prowadził Stelmet. Niby tylko kilkoma punktami, lecz trzymał się tego konsekwentnie.

Stutz, który musiał grać najwięcej, zdobył się po przerwie jeszcze na rzut za trzy punkty, dobitkę i kilka zbiórek. Jednak z coraz większym trudem nadążał za akcjami. Urlep musiał podarować swojemu centrowi kilka minut odpoczynku.

Drużyna Energi Czarnych na tym nie straciła. Poprawiła skuteczność i miała w rękach piłkę, by pierwszy raz w drugiej połowie dopaść Stelmet. Pomyłka - w tej konkretnej sytuacji - oraz kolejne okazały się już nieodwracalne. Goście z Zielonej Góry zachowali na finisz więcej mocy, armat i stanowczości w obronie. Ataki Energi Czarnych częściej przypominały miotanie się i nieudolną improwizację niż poczynania dobrze zaplanowane i wykonane.

Na cztery minuty przed końcem słupski zespół przegrywał 59:67. Mistrzowie Polski rzeczywiście byli o kilka kroków lepsi. Trice stawał na głowie, by kibice na trybunach w Gryfii do końca mogli wierzyć w happy end. Ale Stelmet odpowiadał na indywidualne szarże zespołowymi akcjami, trafiał rzuty wolne. I przewagi nie wypuścił.

ENERGA CZARNI SŁUPSK - STELMET ZIELONA GÓRA 73:77

KWARTY: 19:18, 15:19, 20:20, 19:20

ENERGA CZARNI: Stutz 25 (2), Mokros 6 (1), Borowski 3, Zimmerman 2, Hulls 0, oraz Trice 20 (3), Śnieg 10, Gruszecki 5 (1), Taylor 2.

STELMET Zamojski 13 (2), Koszarek 12 (1), Ginyard 10 (1), Dragicević 10, Sroka 3 (1) oraz Chanas 10 (2), Brackins 8 (2), Hrycaniuk 6, Cesnauskis 3 (1), Eyenga 2.