Sport.pl

Wygrana bez przytupu, ale cały mecz pod kontrolą Stelmetu

Koszykarscy mistrzowie Polski zaczęli fazę spotkań w szóstkach od zdobycia Włocławka. Stelmet Zielona Góra, tuż po nagłym rozstaniu z Terrellem Stoglinem oraz nieudanym zakończeniu sezonu zasadniczego, trzymał całe spotkanie pod kontrolą. Zwyciężył 77:68. Gościom nie powiodły się jednak czynione zabiegi o to, by odskoczyć na 20 pkt i toczyć końcówkę w dużym spokoju. Gospodarzom z kolei opór nie udał się na tyle, by wprowadzić w grę duży niepokój.
Sceneria środowego meczu z Anwilem we Włocławku była dla koszykarzy z Zielonej Góry jak przestroga na chude lata. Bo we Włocławku też kiedyś jak dziś lub na pewno jeszcze wczoraj w Stelmecie wznosiła się wspaniała fala koszykarskiego entuzjazmu. Miasto pobudowało Halę Mistrzów, klub zatrudniał najlepszych w Polsce. Bił się o medale. Aż tytularny sponsor zaczął ciąć wydatki na basket. I dziś po wznoszącej fali zostały wspomnienia. Obowiązuje tafla stagnacji, wyszczerbionego składu i smutnawych pustek na trybunach.

Rozpoczęcie fazy szóstek i przyjazd mistrza Polski i euroligowca zainteresowały we Włocławku niewielu widzów. Czy da się rzec, że ci, którzy zostali w domach, powinni żałować?

Jeżeli chodzi o fanów ściskających kciuki za Anwil, to było tak: bez pełnej satysfakcji, ale też bez wstydu. Włocławska drużyna została mocno okrojona z graczy. W starciu z bogatym kadrowo Stelmetem szybko musiała się pogodzić z tym, że nie sprawi faworytowi najpoważniejszej przykrości. W tym względzie gra toczyła się tylko i aż o to, jak bardzo gospodarze spotkania utrudnią gościom drogę do kolejnego zwycięstwa. Utrudniali dość dzielnie. To trzeba im przyznać.

Gra mogła wyglądać inaczej dla kibiców Stelmetu. Wprawdzie zielonogórscy koszykarze przez pół meczu słabo rzucali wolne, a wręcz fatalnie z dystansu. Udawało im się jednak to, co ostatnio najbardziej szwankowało, a stanowi w koszykówce najpewniejszy środek na skuteczny atak. Dużo podań dochodziło do graczy pod kosz. Do łask trenera Mihailo Uvalina wrócili Marcin Sroka i Mantas Cesnauskis. Ale w pierwszej połowie szkoleniowiec okazał "związkowcom" tylko tyle łaski, by nie zapomnieli, jak pachnie parkiet rozgrzany ligową walką.

Słynna na pół koszykarskiej Europy współpraca Łukasza Koszarka z Vladimirem Dragiceviciem przynosiła chyba tyle samo ładnych punktów i asyst ile zmarnowanych szans.

Przemysław Zamojski raczej bezskutecznie starał się odzyskiwać utracony gdzieś dobry rytm.

W ogóle cały Stelmet starał się zerwać z nieprzekonującą serią, która ostatnio przynosiła więcej ligowych porażek niż sukcesów. Ale jest w grach zespołowych chyba tak, że w kilka dni forma nie zmienia się diametralnie. Zatem obok lepszych okresów pojawiały się także znane z poprzednich gier - gorsze. I Anwil - m.in. dzięki trafieniom z dystansu Piotra Pamuły - prawie deptał mistrzom po piętach. W trzeciej kwarcie zdawało się nawet, że w grę wedrą się emocje. Dopiero na początku ostatniej części mistrzowie wybili gospodarzom z głów nadzieję skuteczny pościg i wyrównany finisz.

ANWIL WŁOCŁAWEK - STELMET ZIELONA GÓRA 68:77

KWARTY: 16:24, 13:16, 20:19, 19:18

ANWIL: Kostrzewski 15, Hajrić 12, Graham 11 (1), Callahan 8 (1), Sokołowski 4 oraz Pamuła 14 (4), Mijatović 2, Witliński 2, Krzywdziński 0.

STELMET: Koszarek 16 (2), Dragicević 13, Eyenga 12, Cel 6, Zamojski 4 oraz Chanas 9 (1), Hrycaniuk 7, Brackins 5, Sroka 5 (1), Cesnauskis 0, Kucharek 0.

Więcej o: