Sport.pl

Trener Turowa: Są trzy warunki konieczne, by wygrać ze Stelmetem

- Nie jest wielkim problemem to, że przegraliśmy. Ale to, że w trzeciej kwarcie zagraliśmy katastrofę i rozdawaliśmy punkty za darmo - orzekł Mihailo Uvalin, trener koszykarzy Stelmetu Zielona Góra, gdy w środowy wieczór jego drużyna poległa we własnej hali 84:90 w starciu z PGE Turowem Zgorzelec.
Trzecia kwarta (22:34) rzeczywiście mocno skomplikowała sprawy Stelmetu.

- Wcześniej drużyny trzymały się blisko siebie, ale to my kontrolowaliśmy mecz. Dopiero po przerwie zaczęła się nasza katastrofa. Rywale zabierali nam piłkę z rąk. Oni nie zagrali dziś wielkiego meczu. Mówi o tym choćby liczba strat 22. W czwartej kwarcie poprawiliśmy grę. Była walka, współpraca i szansa na odrobienie strat. Nie wyszło. I z wyniku nie robię tragedii. Podobnie jak nie robiłem kilka dni temu. Ludzie mówili: "mój Boże, wielka niespodzianka, Stelmet przegrał z Asseco". Dla mnie to nie była wielka niespodzianka. Dziś Asseco wygrał także z Treflem Sopot - wskazał Uvalin.

Czy po wygranej w Zielonej Górze mistrzowska presja i rola faworyta ligi przechodzi na zespół ze Zgorzelca? Wszak wcześniej Turów rozgromił Stelmet na boisku w Zgorzelcu.

Miodrag Rajković, trener PGE Turowa, nie kupił takiej teorii. - Stelmet to wciąż wielka drużyna, z wielkimi graczami. Nie jest łatwo taką pokonać. Żeby to zrobić, musisz zacząć od trzech warunków koniecznych: uniemożliwić jej błyskawiczne przejście z obrony do ataku, nie pozwolić, by zbierali piłkę na twojej tablicy, utrudnić Łukaszowi Koszarkowi granie akcji dwójkowych - wyliczył Rajković. - Nie traktuję tej wygranej w sposób szczególny - dodał. - Ona cieszy, lecz nic nie zmienia. W lidze jest kilka mocnych zespołów, Stelmet, my, Trefl Sopot. Jeśli ktoś w tej grupce odstaje, to tylko Stelmet swoim budżetem. Ale murowanego faworyta ligi w tym gronie nie ma - ocenił trener Turowa.

Więcej o: