Sport.pl

Krzysztof Cegielski: Czy ja chodzę? Ano chodzę. I zatańczę na swoim weselu [ZDJĘCIA, WIDEO]

Andrzej Tomasik, Kosma Zatorski
12.03.2014 , aktualizacja: 13.03.2014 11:58
A A A Drukuj
Krzysztof Cegielski

Krzysztof Cegielski (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Znany żużlowiec po wypadku na torze został skazany na wózek inwalidzki. Nie posłuchał lekarzy. Podjął walkę o powrót do sprawności. I po 10 latach ćwiczeń wstał z wózka. - Rehabilitacją i treningami wzmacniałem w sobie to, co mogłem wzmocnić. Dziś chodzę o kulach lub z balkonikiem. Ale nie przestaję trenować. Nie wiem, gdzie jest granica. Nie mam pojęcia - mówi nam 34-letni Krzysztof Cegielski.
Andrzej Tomasik: Czy Krzysztof Cegielski rzeczywiście chodzi?

Krzysztof Cegielski: Hmm... Zależy, jak na to spojrzeć. Ale gdybym sam miał na to spojrzeć z boku, to chyba tak, chodzę. Kilka razy odważyłem się z kulami lub balkonikiem na spacer po krakowskich Błoniach. Kilka razy wybrałem się bez wózka na mecz koszykarskiej drużyny mojej narzeczonej. I chyba przez to o moim chodzeniu zrobiło się trochę głośno. Próby poruszania się bez wózka podejmowałem już wcześniej, ale raczej w zaciszu mieszkania, tak bez rozgłosu. Dopiero na przełomie roku poczułem się na tyle mocno, żeby tak poruszać się też w miejscach publicznych.

To był jakiś nagły przełom i postęp w rehabilitacji?

- Nie. Nic tu nie stało się cudem. Dziesięć i pół roku temu zacząłem ćwiczyć, właśnie po to, żeby znów stanąć na własnych nogach. Ćwiczyłem każdego dnia. Ale kroczki w postępach widziałem może raz na kilka miesięcy. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku wzmacniałem w sobie te mięśnie, które tylko byłem w stanie wzmocnić. Od kilku lat czułem, że jestem w dobrej formie. Ale ludzie mogli tego nie dostrzegać. Bo większość postrzega sprawę w sposób prosty: albo ktoś siedzi na wózku i wtedy jest inwalidą, albo nie siedzi na wózku i dopiero wtedy ma się lepiej.

Gdy nagle, po wielu latach, ludzie zobaczyli cię bez wózka, uwierzyli w cud. Jednak zamiast cudu była praca. Opowiedz, proszę, jak ćwiczyłeś, żeby stanąć na własnych nogach.

- Na początku, po wypadku, nie dopuszczałem do siebie myśli, że czekają mnie lata na wózku. Upierałem się, że najpóźniej po miesiącu znów wsiądę na żużlowy motocykl i będę się ścigał jak dawniej. Byłem przecież u progu kariery. Wypadek zdarzył się w Szwecji. Tam podejście lekarzy było chyba takie, jakie powinno być, a w każdym razie zgodne z moim myśleniem. Oni niczego mi nie obiecywali, ale też niczego nie przekreślali. Dopiero później usłyszałem, że pewne starania nie mają sensu.

Rozumiem, że w Polsce?

- Tak. Ale na szczęście ja oczywiście słuchałem lekarzy, jednak kierowałem się własnym myśleniem. Pracowałem i nie poddawałem się. Przez siedem-osiem lat to były całe dnie ćwiczeń z rehabilitantami, basen, pływanie. W weekendy moje ciało odpoczywało. Teraz przez ostatnie miesiące to już bardziej treningi sportowe niż rehabilitacja. I też codziennie oprócz moich spraw zawodowych wypełniają mi mnóstwo czasu.

A twoje sprawy zawodowe to głównie komentowanie wydarzeń żużlowych, występujesz w roli telewizyjnego komentatora i eksperta?

- To też. Ale poza tym pomagam w prowadzeniu kariery żużlowca Janusza Kołodzieja i jestem prezesem ogólnopolskiego stowarzyszenia żużlowców.

Nie masz w sobie żalu, że żużel pojawił się na twojej drodze i odebrał na wiele lat zdrowie?

- Nie. Gdyby nie wypadek, ścigałbym się dziś łokieć w łokieć z Kołodziejem. Byłbym jednym z rywali. A tak, staram się, żeby on wygrywał z innymi rywalami. W obu rolach byłoby mi chyba dobrze.

Dostawałeś propozycje, żeby spróbować sił w sporcie dla niepełnosprawnych. Żużlowiec Rafał Wilk, który po wypadku na torze musiał się przesiąść na wózek, został mistrzem paraolimpiady w wyścigach handbike. Ale ty odrzucałeś podobne oferty. Dlaczego?

- Rzeczywiście, miałem takie propozycje, żeby rywalizować z niepełnosprawnymi pływakami. Dużo pływam. I pływam o wiele lepiej niż przed wypadkiem. Ale żartem odpowiadałem na to, że prędzej zobaczycie mnie na starcie zwykłych igrzysk niż paraolimpijskich. Nie znaczy to, że mam coś przeciwko tym drugim. Przeciwnie! Tam startują sportowcy, których nie możesz nie podziwiać. Ale wybrałem inną drogę - wystartowałem w mojej osobistej walce o powrót do sprawności.

Jest gdzieś meta tej walki, próg, którego już na pewno w twoim stanie przekroczyć już się nie da?

- Chciałbym znów biegać i jeździć na żużlu. Ale nie wiem, gdzie jest granica moich starań o powrót do zdrowia. Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, że poprzez ćwiczenia, ciężką pracę i cierpliwość można robić kroczek za kroczkiem. Zamierzam ciągle ćwiczyć. Cudów się nie spodziewam.

Twoja narzeczona to Justyna Żurowska, skrzydłowa euroligowej Wisły Kraków. Oboje zaczynaliście swoje sportowe kariery w Gorzowie. Wyczytałem, że na maj zaplanowaliście ślub.

- To już chyba żadna tajemnica, skoro piszą o tym w gazetach. 31 maja pobierzemy się.

W Krakowie?

- Tak.

Zobacz więcej na temat:

  • 34
  • 18
Komentarze (18)
Zaloguj się
  • Oceniono 103 razy 101

    Fajny facet. Imponuje mi. Świetny komentator (nie pamiętam go jako żużlowca, nie interesowałem się żużlem gdy on jeździł, tak że jego jazdy znam jedynie z archiwalnych zapisów). Życzę mu z całego serca powrotu do pełnosprawności ruchowej. Jak wspomniałem - świetny komentator - żaden skóra czy inni byli żużlowcy próbujący swych sił w komentowaniu spotkań żużlowych do pięt mu nie dorastają...

  • marcin.monika

    Oceniono 65 razy 65

    świetny zawodnik ,świetny komentator spedwaya ale przede wszystkim wspaniały człowiek po kontuzji-zawsze uśmiechnięty,mający czas dla kibiców i szacunek dla takich jak ja -szeregowych pracowników z częstochowy-włókniarza. Krzysztofie cała Częstochowa jest za Tobą ! Dasz radę i wrócisz do nas bez wózka,a na weselu u swoich dzieci zatańczysz lepiej niż gwiazdy z polsatu! DO ZOBACZENIA NA STADIONIE W CZEWIE!!!

  • Oceniono 45 razy 39

    Świetna informacja, super sportowiec i człowiek. Pokazuje wszystkiem jak trzeba walczyć, trenować i wierzyć.
    PS
    Panowie Redaktorzy gratulacje za artykuł lecz jesteście żywą odpowiedzią na pytanie "dlaczego matematyka powinna być obowiązkowa na maturze". Jak Wam wysło, że od 2003 roku do 2014 roku minęło 10 lat?

  • Oceniono 37 razy 35

    Panie Krzysztofie, podziwiam Pana !!!
    życzę wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia,
    oraz wytrwałości w walce o pełną sprawność
    pozdrawiam
    kibic z Torunia

  • Oceniono 33 razy 31

    Najważniejsze to wierzyć, że się uda i nie poddawać się, walczyc. Trzymam kciuki, juz teraz musi być tylko lepiej.

  • martin00marius

    Oceniono 28 razy 26

    Pamiętam tego faceta jak wraz z Rafałem Darżynkiewiczem komentowali dla TVP SPORT zawody żużlowe. Okazał się gościem z dużą wiedzą żużlową. Dobrze że znalazł świetną dziewczynę , która się nie krzywiła na to że facet jest inwalidą . Oby kiedykolwiek udało mu się stanąć o własnych nogach. Głowa do góry panie Cegielski.

  • pawel.lewski

    Oceniono 25 razy 25

    "Nie wiem, gdzie jest granica. "
    Granica jest w Twojej głowie, dopóki się nie poddasz będziesz pomagał organizmowi regenerować się, czasami trwa to kilka lat, nie wiem czy będziesz sprawny w 100%-tach ale z upływem czasu zaobserwujesz poprawę, nie poddawaj się, to najgorsza opcja. Życzę wytrwania w tym stanie, trzymaj się chłopie!!! Wielki szacunek!!!

  • zostawciemniewspokoju

    Oceniono 23 razy 23

    Gratulacje i powodzenia! Ma Pan siłę i całą resztę życia by się realizować, da Pan radę.

  • Oceniono 15 razy 15

    jestem pelen uznania...... i mysle ze gbyby ludzie na wozkach szli Pana droga to duza czesc tych wozkowiczow poprawilaby swoja sprawnosc fizyczna. samo bywanie w osrodku rehabilitacyjnym od czasu do czasu nie przyniesie zadnych korzysci. jest to takie samooszukiwanie sie za aprobata lekarzy....

    """jednak kierowałem się własnym myśleniem"""" ..... tak wlasne myslenie i wlasna praca rehabilitacja
    .
    u Arabow jest powiedzenie "" pomoz sobie sam, bo Allah ci nie pomoze""

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX