Sport.pl

Stelmet wracał z dalekiej podróży - tzn. z minus 20. Zdążył

Dopiero w czwartej kwarcie koszykarscy mistrzowie Polski odwrócili losy spotkania, które nie układało się im przez trzy wcześniejsze. Energa Czarni Słupsk walczyli niesamowicie, zrobili wiele i byli na dobrej drodze, by zdobyć Zieloną Górą. Ale w kluczowym okresie zabrakło im siły, rozwagi i jednego szalenie ważnego gracza. A wtedy dopadł ich rozpędzony zielonogórski ekspres i już nie zostawił złudzeń.
Stelmet zaczynał mecz z Czarnymi na trzy razy. Pierwsze wejście okazało się kompletnym niewypałem. Zielonogórscy koszykarze zderzyli się z aktywną obroną i nie umieli znaleźć na nią sposobu. Przez bite pięć minut grali bez kosza. Przegrywali 0:12! Nie udawały się podania pod tablicę. A rzuty z dystansu odbijały się od obręczy.

Że Czarni poszukają sposobu na Stelmet poprzez wyjątkową defensywę, nie było najmniejszym zaskoczeniem. Zdumiewające okazało się natomiast to, że koszykarze ze Słupska hasali w ataku tak, jakby na przeszkodę nie napotykali w ogóle. Po kwarcie mieli na koncie blisko 30 punktów. I, co wręcz szokujące, trafiali ze skutecznością przeszło 80 procent! Nie korzystali z rzutów trzypunktowych, bazowali na pewnych środkach. Za to odepchnięty od kosza Stelmet szukał szans z dystansu częściej niż często. Tyle że pudłował.

Mihailo Uvalin widział, że prowadzenie akcji nie udaje się Łukaszowi Koszarkowi. Uznał, że warto dać szansę Mantasowi Cesnauskisowi. Litwinowi, po długiej przerwie na leczenie kontuzji, musi doskwierać głód gry. Jednak w niedzielę nie został zaspokojony. Po dwóch szybkich faulach Mantas wrócił na ławę. Wtedy za rozgrywanie wziął się Erving Walker. Najszybszy z obwodowych graczy Stelmetu też nie potrafił gubić obrony rywali. Uvalin wrócił zatem do ustawienia wyjściowego - m.in. z Koszarkiem.

Koszarek świętował w niedzielę 30. urodziny. Zamiast prezentu dostawał od przeciwników zajadłą presję. A na domiar przeciwności - "Rocky" Trice sprzedawał zielonogórskiemu asowi punkty wprost sprzed nosa. Jubilat wściekał się, napominał sędziów, by gwizdali na nim faule. Opędzał się od 24-letniego Tomasza Śniega niczym od natrętnej muchy. Jednak zespół ze Słupska ciągle bardzo wyraźnie wyrywał.

Drugie i nieco bardziej korzystne wejście Stelmetu w mecz nastąpiło dopiero pod koniec drugiej kwarty i zbiegło się z urazem Trice'a. Amerykanin doznał kontuzji. Gospodarze przycisnęli. Trójkę wrzucił Przemysław Zamojski. I to wróżyło Czarnym utratę przewagi. Niemal w jednej chwili wiele się odmieniło. Zielonogórska obrona nabrała złości i jakości.

Przed drugą połową goście jeszcze prowadzili - 38:32. Jednak Trice wyszedł z szatni w klapkach. I stało się jasne, że już nie włączy się do gry. To miało ułatwić sprawę zielonogórzanom. Tyle że w przerwie Andrej Urlep, szkoleniowiec Czarnych, zdołał przygotować plan awaryjny. Po kilku minutach trzeciej kwarty jego drużyna odskoczyła na 20 punktów (32:52). Dokładnie w tej chwili brzmiał już ostatni dzwonek dla Stelmetu, by zebrać moce i myśli do pościgu. Zrobiło się miejsce i czas na żywioł dla Marcina Sroki. Sytuacja wymagała środków nadzwyczajnych. Sroka rzucił się do boju. A nadzieja gospodarzy tkwiła w tym, że trzymali na ławce mocniejsze rezerwy. Wielka walka pożerała siły. A z dwójki trenerów tylko jeden - Uvalin - mógł rzucać na boisko świeże atuty. Pole manewru Urlepa było ograniczone.

W czwartej kwarcie to zrobiło różnicę. Czarni ciągnęli na oparach paliwa. Przewagę, która coś znaczyła, trzymali przez pięć minut. Gdy jednak kolejny raz zmarnowali akcję i z kontry punktował Craig Brackins, a po chwili poprawił Aaron Cel, wynik wrócił do punktu wyjścia - 62:62 to był pierwszy w niedzielnym meczu remis po 0:0. Sytuacja zmieniła się jednak kolosalnie. Chociaż wynik tego nie mówił, rozpędzony Stelmet miał przeciwnika na łopatkach. Nie było już mocnych w zespole ze Słupska, którzy mogliby zatrzymać ten pościg. I w ostatnich minutach tylko zielonogórski zespół dobił poranione czarne pantery...

STELMET ZIELONA GÓRA - ENERGA CZARNI SŁUPSK 81:73

KWARTY: 15:28, 17:10, 17:22, 32:13

STELMET: Cel 17 (2), Koszarek 11 (1), Zamojski 10 (2), Eyenga 9 (1), Dragicević 4 oraz Chanas 9 (2), Walker 6 (1), Brackins 6, Sroka 6, Hrycaniuk 4, Cesnauskis 0.

ENERGA CZARNI: Śnieg 13, Stutz 11, Trice 10, Nowakowski 7 (1), Dutkiewicz 5 (1), oraz Hulls 12 (3), Taylor 9, Jarmakowicz 6, Mokros 0, Jankowski 0.

Więcej o: