Sport.pl

Ergo Arena długo była niezdobyta. Aż przyjechał Stelmet...

Miał być przebój i zażarty bój do ostatniego rzutu, tymczasem wyszło na to, że w nowym roku w Tauron Basket Lidze utrzymały się stare porządki. Nadal rządzi Stelmet Zielona Góra! W niedzielę mistrzowie Polski jakby trochę zakpili z ofensywnej mocy Trefla Sopot. Łatwo wygrali, pozwoliwszy gospodarzom na zdobycie ledwie 43 pkt przez trzy kwarty. Królem polowania został Przemysław Zamojski.
Pomysł Stelmetu na niedzielne zwycięstwo w Trójmieście polegał zasadniczo na tym, żeby popsuć i obrzydzić atak najbardziej ofensywnej drużyny Tauron Basket Ligi. W pierwszej połowie meczu wyszło to mistrzom Polski rewelacyjnie. Trefl w akcjach ofensywnych męczył się i złościł dużo, punktował mało.

Kompletnie nie służył gospodarzom rzut z dystansu. Z przebijaniem się pod kosz też mieli poważne problemy. Bo Stelmet mieszał systemami obronnymi, lecz na stałym poziomie utrzymywał szczelność i aktywność linii defensywnej. W efekcie dopiero rzutem na taśmę w ostatnich sekundach drugiej kwarty sopoccy gracze złamali barierę 30 zdobytych punktów. Tymczasem zwykle na tym etapie spotkań są już daleko poza 40.

Nie da się powiedzieć, że Stelmet grał w tym okresie o klasę skuteczniej. Skuteczność rzutów - 38 proc. Trefla i 41 proc. zielonogórzan - także nie rzucała na kolana. I też trafiały się pudła, od których koszykarzom ręce opadały do ziemi. Niemniej w takiej trochę poszarpanej grze goście czuli się pewniej. I bywało, że wychodzili na kilkunastopunktowe prowadzenie. Raz pomogła im w tym furia trenera Trefla Dariusa Maskoliunasa. Litwin nie mógł wybaczyć sędziom kilku werdyktów. I za jeden z protestów zapłacił faulem technicznym.

31:38 po pierwszej połowie dawało fanom w Ergo Arenie złudną nadzieję, że po przerwie już chyba nie może być gorzej. Otóż było! Przez kilka minut trzeciej kwarty bezdyskusyjnie rządził Stelmet. Rządy polegały zaś na tym, że goście z rutyną i czuciem zatrzymali kolejne ataki gospodarzy, natomiast w ataku trzy razy wyrobili sobie czyste pozycje do rzutów trzypunktowych. I trzy razy trafili.

Mijał półmetek tej części meczu, było 33:53. I niby zostawało jeszcze wystarczająco wiele minut, by sytuację odwrócić. Ale prawda była taka, że Trefl już leżał na łopatkach i musiał godzić się z pierwszą w sezonie przegraną we własnej twierdzy.

Stelmet nie popadł w kłopot z faulami czy utratą koncentracji. Nie było zatem mowy, by roztrwonił, co wypracował. Wprawdzie gra gości nie trzymała równego poziomu, ale trener Mihailo Uvalin miał to chyba wkalkulowane, gdy sięgał po rezerwowych, by oszczędzić siły wiodących graczy na zbliżające się pucharowe starcie z Uniksem Kazań. Istotne było to, aby trzymać gospodarzy na kilkunastopunktowy dystans. I nie urządzić sobie na koniec nerwówki.

Przemysław Zamojski był jednak jednym z tych w Stelmecie, którzy akurat w tym starciu nie myśleli o oszczędzaniu się. "Zamoj" w minionym sezonie bronił barw Trefla. Nie krył, że to dla niego wyjątkowy występ. I z tej okazji biegał przez ponad 35 minut i wrzucił przeciwko swojej byłej drużynie wyjątkowe 29 pkt. To jego nowy rekord sezonu.

TREFL SOPOT - STELMET ZIELONA GÓRA 66:85

KWARTY: 14:19, 17:19, 12:19, 23:28

TREFL: Michalak 12 (1), Vasiliauskas 10 (2), Leończyk 10, Waczyński 9, Gadri-Nicholson 6, oraz Jeter 6, Majstorović 5 (1), Stefański 4, Roszyk 2, Brembly 2.

STELMET: Zamojski 29 (4), Eyenga 13, Koszarek 9 (1), Cel 9, Dragicević 8, oraz Brackins 8 (2), Walker 7, Kucharek 3 (1), Hrycaniuk 2, Sroka 0, Chanas 0.

Więcej o: