Sport.pl

Koszykarzy Stelmetu dopadło widomo rzutu, który wykrada zwycięstwo

To już nawet nie bardzo ciężka, tylko harówka poszła na marne, a wszystko przez rzut rywali nieomal równo z syreną kończącą mecz. Koszykarze Stelmetu Zielona Góra przez 40 minut dzielnie bili się i szarpali o wyjazdową wygraną w euroligowym meczu z Montepaschi Siena. I gdy byli już w ogródku, do ich kosza wpadła trójka, która była niczym gwóźdź do szalenie bolesnej przegranej.
Jednak już w pierwszej kwarcie Stelmet dostał coś jakby sygnał ostrzegawczy w temacie prowadzenia, które nagle może się wymknąć. Wtedy po nieomal dziewięciu minutach gry goście wygrywali różnicą czterech-pięciu punktów. I w minutę cały zapas stracili. Nie była to jeszcze przewaga pozwalająca snuć wizje na radosny wieczór mistrzów Polski we Florencji. Nie była też taka, by nad jej utratą płakać. Ale jednak mówiła coś o przebiegu gry.

Stelmet okazał się przeciwnikiem niewygodnym dla Montepaschi. Wynik po dwóch kwartach 30:30 mówił także i o tym, że włoska drużyna potrafiła zrewanżować się tym samym. To nie było przedstawienie dla zwolenników finezyjnej koszykówki. Szybkich ataków zdarzyło się niewiele. Oglądaliśmy cierpliwe, lecz przy tym siermiężne i fizyczne próby rozbijania bardzo, bardzo mocnej obrony. W brudnej walce koszykarze zespołu z Zielonej Góry nie ustępowali. I da się rzec, że radzili sobie nawet trochę lepiej. Dlaczego zatem w połowie spotkania był remis? Ze strony gości wyglądało to tak, że zbyt wiele razy Stelmet pozwolił Montepaschi na ofensywne zbiórki oraz ponawianie ataków. Bolały także podania w poprzek boiska, które przecinali gracze ze Sieny, kradli piłkę, po tym kontrowali.

Metoda Stelmetu polegała na tym, by trzymać gospodarzy z daleka od kosza. Znów pojawiły się wstawki obrony strefowej, która zadziałała, gdy te zespoły spotkały się pierwszy raz w Zielonej Górze. Z kolei mistrzowie Włoch znów próbowali korzystać ze swej silnej broni - rzutów z dystansu. Tyle że tym razem nie robili tego na siłę. Starali się lepiej ważyć proporcje sposobów na wykańczanie akcji ofensywnych. Stelmet zaś starał się, by żadna z wybranych opcji nie wychodziła gospodarzom na dobre. I w sumie tak to wyglądało. Siena męczyła się w ataku. W drugiej kwarcie uskładała ledwie 12 pkt. Ale po przeciwnej stronie boiska podobnie męczył się Stelmet, zdobywszy 13 pkt.

Trener Mihailo Uvalin uspokajał w trakcie meczu swoich koszykarzy. Nie pozwalał, by dali się zapędzić w coś, nad czym nie będą w stanie zapanować. Mieli trzymać się akcji, które funkcjonują najlepiej. A zatem szukać na pozycjach Vladimira Dragicevicia i organizować okazje do pojedynków jeden na jednego dla Christiana Eyengi.

Koszykarze słuchali szkoleniowca o tyle, że w trzeciej kwarcie wprawdzie przepuścili kilka trzypunktowych akcji gości, niemniej ponownie objęli prowadzenie, bili się w obronie, a Dragicević i Eyenga zdobywali przeszło połowę z całego punktowego dorobku drużyny. Przemysław Zamojski tym razem trafiał mniej, za to wkładał mnóstwo sił i uwagi w to, by łatwego życia na boisku nie miał lider Montepaschi - Daniel Hackett.

Przed ostatnią kwartą gospodarze przegrywali 47:49. Przez chwilę zanosiło się na wynik 47:51, lecz Uvalin przegrał spór z sędziami o zaliczenie ostatniego trafienia.

Zanosiło się na bój do ostatnich sekund i ostatnich kropli potu.

Ale sędziowie chyba zapamiętali trenerowi Stelmetu skłonność do kwestionowania ich decyzji. I w ważnym momencie - choć chyba przy byle okazji - ukarali Serba przewinieniem technicznym. A Włosi już wtedy prowadzili. Na kilka minut złapali dobrą falę. Szczęściem dla gości później trafiło się kilka z rzędu akcji, w których piłka żadnemu koszykarzowi Montepaschi nie chciała wpaść do kosza. Goście z mozołem odrobili starty. Najpierw trafił Craing Barckins, a po dwóch kolejnych skutecznych akcjach Eyengi zielonogórzanie wyszli na czteropunktowe prowadzenie.

I szczęście było wtedy tak blisko... A może tylko się zdawało? Powtórzyła się historia z Pierusu, gdzie Stelmet zasłużył na sukces, ale cieszyli się z niego Grecy, trafiając trójkę równo z "gongiem". Tym razem rzeczy potoczyły się w szalenie podobny sposób. Katem mistrzów Polski został Jeffrey Viggiano. Na sekundę przed końcem meczu trafił z dystansu. I to było niczym gwóźdź do okropnie bolesnej porażki gości z Zielonej Góry.

Mistrzowie Polski zostali teraz sami na dnie tabeli grupy C Euroligi.

MONTEPASCHI SIENA - STELMET ZIELONA GÓRA 60:59

KWARTY: 18:17, 12:13, 17:19, 13:10

MONTEPASCHI: Green 13 (2), Hackett 12, Carter 10 (2), Hunter 6, Ress 4 (1) oraz Viggiano 8 (1), Rochestie 5, Ortner 2, Cournooh 0, Nelson 0.

STELMET: Dragicević 20, Eyenga 16 (1), Cel 5 (1), Zamojski 4, Koszarek 2 oraz Brackins 5 (1), Chanas 5 (1), Hrycaniuk 2, Sroka 0, Walker 0, Kucharek 0.

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Wisła inauguruje Puchar Świata w skokach po raz ostatni? Wisła inauguruje Puchar Świata w skokach po raz ostatni? "Koszt byłby o trzy czwarte niższy"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź