Sport.pl

MVP - Vlado Dragicević. Bayern wiedział, kogo się bać

Gdy przed rokiem Stelmet Zielona Góra przecierał sobie ścieżkę do salonów europejskiej koszykówki, Vladimir Dragicević był wśród tych, którzy stali na przeszkodzie. Zielonogórzanie na pewno zapamiętali lekcję gry, którą dostali wtedy od Spartaka Sankt Petersburg. Zapamiętali też graczy Spartaka. I gdy trafiła się okazja, zatrudnili jednego z nich. Byli pewni, że robią dobry interes, ale chyba nie mogli przypuszczać, jak bardzo dobry. Podkoszowy Stelmetu właśnie został MVP 6. kolejki Euroligi.
- Mamy go absolutnie okazyjnie. W promocji. Gdybyśmy podpisywali kontrakt kilka tygodni wcześniej, zawodnik kosztowałaby nas trzy razy drożej - odsłaniał kulisy Janusz Jasiński, właściciel Stelmetu.

Dragicević wzmocnił zielonogórską drużynę niejako na ostatnią chwilę przed ważnymi meczami - w połowie października. Zastąpił w składzie R.T. Guinna.

- Odegram tu dużą rolę - zapowiadał już na wstępie Czarnogórzec. Nie rzucał słów na wiatr.

Przez kilkanaście dni dało się zauważyć, że brakuje mu przygotowania. Ale się rozkręcał. Aż Stelmet zyskał w nim asa atutowego strefy podkoszowej.

W czwartek Dragicević wykonał pierwszorzędną robotę w zwycięskim meczu Stelmetu z Bayernem Monachium (78:71). Zdobył double-double (podwójną dwucyfrówkę) 19 punktów i wywalczył 11 zbiórek. Miał przy tym dwa przechwyty, dwa bloki, asystę, a rywale złapali na nim aż sześć przewinień. Już przed spotkaniem Bawarczycy zwracali uwagę, że Vlado może być dla nich groźny.

Okazał się nawet bardzo groźny. Według specjalnego euroligowego wskaźnika statystycznego koszykarz Stelmetu został MVP 6. kolejki. Chyba całkiem zasłużenie. Poradził sobie znakomicie, mimo że często stał obok niego i przeszkadzał amerykański kolos - John Bryant.



Teraz trzeba mocno trzymać kciuki, żeby zielonogórskiej drużynie powiodła się walka o Top 16 Euroligi, bo w przeciwnym razie ktoś może złożyć podkoszowemu z Czarnogóry propozycję nie do odrzucenia.

Więcej o: