Sport.pl

Oto wielki dzień w historii klubu, który w koszykówce chce znaczyć wiele

- Strefowa obrona Stelmetu zmusiła nas do gry na obwodzie - tłumaczą swoją porażkę i nieomal szalone ostrzeliwanie kosza z dystansu gracze Montepaschi Siena. A w zielonogórskim obozie? Relaks. Triumfalny relaks... - No przecież zawsze mówiliśmy, że nie warto za wcześnie nas krytykować.
Euroligowi rutyniarze z Montepaschi Siena nie znaleźli w piątek sposobu na mistrzów Polski. Włoska drużyna zaskakująco, może nawet sensacyjnie, przegrała w Zielonej Górze 65:73.

- Jestem zawiedziony naszą postawą. Zawodnicy grali bez energii, nie potrafili wykrzesać swoich prawdziwych możliwości. Mieliśmy wiele okazji do rzutów z czystych pozycji, ale dużo było niecelnych. Jeśli gra się w Eurolidze, to trzeba grać na maksa. Bo bez energii nie będzie zwycięstw. Rywale nie zaskoczyli nas niczym szczególnym, tu grają wartościowi koszykarze, tacy jak Zamojski czy Koszarek. Nie zmienia to faktu, że nie pokazaliśmy pełni swoich możliwości. Ja wymagam od zawodników walki na wysokich obrotach, z dumą i energią. A oni grali jakby bez wiary we własne siły - skrytykował Marco Crespi, trener Montepaschi.

Czy jednak w zielonogórskiej arenie CRS zdarzyło się coś dziwnego? Stelmet nie zaskoczył trenera gości ze Sieny, ale zaskoczył jego koszykarzy...

- Stelmet przede wszystkim świetnie bronił. Od początku spotkania gospodarze postawili na obronę strefową, czym zamknęli nam dostęp do kosza. Zostaliśmy zmuszeni do gry na obwodzie. Teraz mamy fatalny bilans - wytłumaczył podkoszowy Tomas Ress, jeden z tych graczy Montepaschi, którzy nie poszaleli w piątkowym spotkaniu.

W zielonogórskim obozie był czas na chwile triumfu. Po marnym początku sezonu ligowego oraz beznadziejnym starcie w Eurolidze piątkowy wieczór był radosny, a przy tym podniosły.

- Jestem bardzo podekscytowany tym zwycięstwem. Rozpracowaliśmy rywala taktycznie, przez 70 proc. meczu mieliśmy rywala pod kontrolą, choć muszę przyznać, że nie było nam łatwo. Ta wygrana sporo zmienia w naszym zespole, bo po wysokiej porażce w Maladze pojawiła się frustracja. Trochę dziwi mnie to, z jaką łatwością nas się krytykuje, jestem tym zawiedziony. Trzeba zauważyć, że mamy młody zespół. Klub też uczy się pewnych rzeczy, dlatego nad wszystkim trzeba pracować. Okazuje się, że wszyscy wiedzą lepiej od trenera, lepiej od prezesa, a tak nie jest. Czasami trzeba dać nam popracować i spokojnie podejść do pewnych tematów. Zrelaksujmy się, cieszmy się zwycięstwem, tym, co mamy, bo to jest historyczna chwila - triumfował Uvalin. O planie taktycznym, który dał sukces, opowiedział tak: - Zdecydowaliśmy się na obronę strefową, choć było to ryzykowne posunięcie. Siena znana jest z tego, że od wielu lat gra właśnie strefą. Dlatego powinna wiedzieć, co się robi z taką obroną. Ryzyko jednak się opłaciło, zmusiliśmy rywali do częstych rzutów z dystansu, było ich aż 35.

Skrzydłowy Stelmetu Christian Eyenga, który bez mała uskładał w piątek double-double - 13 pkt i 9 zbiórek, dopowiedział ważną kwestię o królestwie pod tablicami: - Wreszcie mieliśmy dobry początek meczu i świetnie zagraliśmy w obronie. Zdominowaliśmy rywala w zbiórkach [39:28 - red.]. To był jeden z kluczy do zwycięstwa. Mam nadzieję, że to był nasz pierwszy krok ku lepszej przyszłości...

Więcej o: