Sport.pl

Stelmet po laniu w Hiszpanii odreaguje w Słupsku?

Koszykarze Stelmetu dostali w Maladze takie lanie, że w poniedziałkowy wieczór mogą poczuć lekki wstręt, wchodząc znów na koszykarskie boisko. Ale dobra wiadomość dla nich jest taka, że poprzeczka idzie w dół. W lidze da się odreagować to, co dzieje się w Eurolidze.
Zielonogórzanie są w wielkiej podróży. Ledwie wrócili z Hiszpanii, a już musieli się przebrać w ligowe realia, gdzie - w przeciwieństwie do Euroligi - uchodzą za mocarza i faworyta.

Konkurenci z Tauron Basket Ligi zapisują sobie na plus wyrównane mecze ze Stelmetem słowami: przecież to drużyna euroligowa!

Z formalnego punktu widzenia tak rzeczywiście jest. Stelmet występuje w Eurolidze. Tyle że gra tam koszykówkę, która - póki co - nie przystaje do Euroligi.

Reporter Radia Zielona Góra Jacek Białogłowy, który tuż po klęsce w Maladze rozmawiał z koszykarzami Stelmetu, usłyszał m.in. takie zdanie Przemysława Zamojskiego: - Chcemy być wilkami, gdy jednak zaczyna się mecz, jesteśmy jak owce.

Może jest tak, że budżety nie kłamią i zielonogórzanie o wiele biedniejsi od euroligowych konkurentów są skazani na to, żeby na boisku być o wiele słabsi?

Ale, jeśliby trzymać się tej wersji, Stelmet powinien gromić taką np. Kotwicę Kołobrzeg tak, jak sam został rozgromiony w Maladze. Tymczasem zielonogórski zespół w lidze dochodzi do zwycięstw z mozołem. Gdyby szczęście się odwróciło, zamiast dwóch triumfalnych dogrywek, mogłoby to w sumie wyglądać następująco: 0:2 w Eurolidze, 0:1 w superpucharze i 0:2 w Tauron Basket Lidze.

To nie budżet jest w tej chwili największym zmartwieniem zielonogórskiego klubu. Problem polega na czymś innym. Na tym mianowicie, że są nazwiska, ale jeszcze nie ma z nich drużyny. Koszykarze, schodząc do szatni sponiewierani euroligowym laniem, mają rację, gdy mówią, że stać ich na więcej i na lepsza grę.

Łukasz Koszarek, Przemysław Zamojski, Adam Hrycaniuk, Aaron Cel, Marcin Sroka, Kamil Chanas, Vladimir Dragicević, David Barlow, Christian Eyenga, Erving Walker - to jest zestaw, o którym może marzyć każdy trener w TBL. Wcześniej czy później ta ekipa powinna się dotrzeć. Jednak teraz jest bita w Eurolidze, a w lidze niepewna. Trudno nawet orzec, że w poniedziałek Słupsku wystąpi w roli faworyta. To może być trzecia kolejna ligowa gra z udziałem Stelmetu, w której o wygranej zadecyduje ostatni rzut.

Zielonogórzanie muszą łapać formę i zgranie w trakcie spotkań, bo na treningi nie wystarcza im ostatnio czasu. W piątek grali w Hiszpanii. Do domów wrócili w sobotę. W niedzielę pojechali do Słupska. A tam trener Andrej Urlep już czeka z żądzą rewanżu za serię ćwierćfinałową z minionego sezonu. Czarni byli wtedy naprawdę blisko, by wyrzucić faworyta z gry o medale. Obecny sezon zaczęli dwoma zwycięstwami. Ale także pomęczyli się z Kotwicą.

Poniedziałkowy mecz w Słupsku zacznie się o godz. 19. Tym razem na transmisję zaprasza Polsat Sport News. Komuś w TBL skończy się zwycięska seria.

Więcej o: