Sport.pl

Euroliga. Stelmet znokautowany, w tle orkiestra grała motyw z filmu "Rocky"

Straty piłki oraz sromotne porażki cechują koszykarskich mistrzów Polski na początku ich przygody z Euroligą. Do dużej przegranej z Bayernem Monachium w piątek doszła klęska 68:101 z Unicają Malaga.
Przyjazd Stelmetu nie wzbudził wielkiego zainteresowania w Maladze. Trybuny okazałej hali świeciły pustkami. Ale wśród tych, którzy wybrali się na mecz, był m.in. legendarny Arvydas Sabonis. Wybrał się, by zobaczyć w akcji swojego 17-letniego syna Domantasa, który szykował się do drugiego w życiu występu w Eurolidze.

Hiszpańska gazeta przygotowała kibiców na to, że Stelmet zacznie piątką: Koszarek, Zamojski, Eyenga, Barlow, Hrycaniuk. I jeżeli podobnie założyli sztabowcy klubu z Malagi, to musieli szybko korygować plan, bo wśród starterów znaleźli się tym razem m.in. Aaron Cel i Vladimir Dragicević. Po ich dwójkowej akcji Stelmet zdobył pierwsze punkty w Maladze. Jednak to była akcja z pogranicza wyjątku, bo gra znów, podobnie jak przed tygodniem, nie toczyła się po myśli mistrzów Polski. Bardzo chcieli zacząć mecz uważnie i agresywnie. Pewnie nie brakowało im koncentracji, żeby tak właśnie grać. Tyle że gospodarze wyszli z podobnym nastawieniem. I stało się, co się stać musiało. Okazało się, że gracze hiszpańskiego klubu są lepszymi fachowcami, tworzą groźniejszą drużynę. To, co zaproponowali w pierwszych minutach, zapowiadało gościom poważne kłopoty. Gra toczyła się za szybko dla Stelmetu. Unicaja ustawiła obronę zawsze gotową do przechwytu. Gdy trener Stelmetu Mihailo Uvalin spostrzegł, że jego koszykarze gubią piłkę jeszcze na własnej połowie, postanowił odpowiedzieć Hiszpanom na ich szybkość przyspieszeniem. Akcje Stelmetu zaczeli prowadzić wspólnie Erving "Speed" Walker oraz Łukasz Koszarek.

To był trafiony układ. Kiedy jeszcze okazało się, że zielonogórski zespół umie postawić szczelną obronę, mecz się zmienił. Mistrzowie Polski skasowali stratę, która wykraczała już poza barierę 10 punktów. Pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 24:19. Stelmet w tym okresie dawał radę i nadzieję.

Ale z graniem przeciwko silniejszemu rywalowi jest tak, że - marząc o sukcesie - nie możesz okazać chwili słabości. Niestety, Stelmet okazał. Już w drugiej kwarcie, gdy Uvalin musiał dać kilka minut wypoczynku koszykarzom, którzy grali najlepiej, wszystko się posypało. Unicaja skorzystała skwapliwie z przetasowań w składzie polskiej ekipy. To był nieomal moment, gdy punktowy licznik po stronie gospodarzy skoczył o kilkanaście punktów. Hiszpanie robili dokładnie to, przed czym przestrzegał trener Andrzej Adamek, odpowiedzialny w Stelmecie za rozpoznanie mocnych, słabych, charakterystycznych stron przeciwników. Adamek opowiadał, że Unicaja wywiera piekielną presję w obronie, kradnie piłkę, a po tym w okamgnieniu sama przechodzi do ataku. W piątkowy wieczór zielonogórscy koszykarze przekonali się, że utytułowany hiszpański zespół rzeczywiście jest mistrzem tego typu gry.

Zanim skończyła się druga kwarta, Stelmet leżał na deskach. I zdarzyło się kilka takich minut, w których aż oczy bolały patrzeć...

Drużyna z Polski była jak bokser zagoniony do narożnika i okładany kąśliwymi ciosami. Uvalin pocił się, krzyczał, prosił o przerwę, ale na ten czas Stelmet nie istniał.

Na finiszu pierwszej połowy chyba nieco zelżała zajadłość obrony Malagi. Gościom udało się uciec z narożnika i zdobyć na jakieś riposty. Tym niemniej, schodząc do szatni, gospodarze górowali w sposób istotny 55:32. Urwali się po serii przechwytów, trafień z dystansu oraz rzutów wolnych, mieli mecz pod pełną kontrolą. A orkiestra w hali, jakby w zgodzie z bokserskimi skojarzeniami, odegrała najbardziej znany motywy muzyczny z filmu ?Rocky?...

W drugiej połowie koszykarze momentami robili sobie nieco więcej miejsca do grania. Bo pytanie, kto wygra, już nie było aktualne.

Trener Uvalin na grę nastolatka Sabonisa w barwach Malagi odpowiedział minutami dla 20-latka Macieja Kucharka, który w piątek dość niespodziewanie doczekał się debiutu w Eurolidze.

Już nie tak miażdżące, a jednak stale lepsze wrażenie robiła Unicaja. Po trzech kwartach prowadziła 80:52. Ostatnia część meczu była już głównie dla trenerów i rezerwowych. Najbardziej zmęczeni gracze Stelmetu siedzieli na ławce i wściekli kręcili głowami, bo euroligowa rzeczywistość drugi raz okazała się dla nich bezwzględna.

UNICAJA MALAGA - STELMET ZIELONA GÓRA 101:68

KWARTY: 24:19, 31:13, 25:20, 21:16

UNICAJA: Caner-Medley 20 (2), Kuzminskas 15 (1), Dragić 12 (1), Calloway 9 (1), Hettsheimer 4 oraz Vazquez 11, Granger 10 (2), Vidal 7 (1), Stimać 6, Suarez 5 (1), Sabonis 2, Teodorović 0.

STELMET: Dragicević 20, Zamojski 14 (2), Eyenga 6, Cel 2, Koszarek 0 oraz Barlow 8 (2), Sroka 5, Chanas 5 (1), Hrycaniuk 4, Walker 2, Brackins 2, Kucharek 0.

Więcej o: