Rozłam w końskim związku. Kaliszuk odchodzi

Na czele Lubuskiego Związku Jeździeckiego stanęła 32-letnia Karolina Kuflińska. Jej kandydaturę wysunęli zbuntowani hodowcy i właściciele klubów. Porażkę przełknęła ekipa Krzysztofa Kaliszuka, wiceprezydenta Zielonej Góry, który od lat pasjonuje się jeździectwem i sam tworzył kilka klubów
- Takiej mobilizacji to jeszcze nie widziałem. Stuprocentowa frekwencja! Po wyborach radość była niesamowita - opowiada jeden z właścicieli końskiego rancza na południu województwa.

Bo dbali tylko o Drzonków

Do Lubuskiego Związku Jeździeckiego należy 15 klubów, czyli większość z istniejących w regionie, od Gorzowa, po Zieloną Górę i Wschowę. Na zjeździe wyborczym w Drzonkowie stawił się komplet koniarzy. - Tylko po to, by odsunąć starą ekipę. Mieliśmy jej serdecznie dość - opowiada jeden.

Na czele LZJ przez ostatnie cztery lata stał Nemezjusz Kasztelan, wiceprezesem był Krzysztof Kaliszuk, na co dzień wiceprezydent Zielonej Góry.

- Choć dla nas było oczywiste, że to Kaliszuk pociąga za wszystkie sznurki w związku - mówi Tomasz Kowala, trener z Drzonkowa i członek starego zarządu LZJ. Jako jedyny przetrwał. Kaliszuk i jego ekipa przepadła z kretesem.

Kowala: - Tak naprawdę ludzie wytykali prezesom, że dbali tylko o klub z Drzonkowa. O terenie zapomnieli. W ogóle nie pomagali klubom, nie wspierali. Przykład? W Drzonkowie mamy wszystkie typy przeszkód do skoków. Powinno się je wypożyczać klubom na zawody. Przecież to drogi sprzęt. Ale nie, stały sobie na parkurze w Drzonkowie. I ludzie powiedzieli "basta".

Z rancza Lansada do LZJ

Na czele Lubuskiego Związku stanęła 32-letnia Karolina Kuflińska z rancza Lansada w Milsku nad Odrą. Trzyma około 20 koni, w tym połowę swoich. Pozostałe zostawiają u niej właściciele rumaków. Za koński pensjonat płacą 650 zł miesięcznie. Kuflińska jest warszawianką, wciąż czynną zawodniczką. - Babcia pochodzi z Zielonej Góry. W latach 90. nadarzyła się okazja na kupno domu i założenie małej stadniny. I tak narodziła się Lansada - opowiada Kuflińska.

Zdaje sobie sprawę ze sporów z LZJ. - Ale stałam z boku. Nie zajmuję się krytyką, tylko końmi. I życzyłabym sobie, żeby kluby się po prostu rozwijały - komentuje.

Kaliszuk: Nie obrażam się

- Tak, bardziej wspierałem Drzonków niż prywatne kluby. Dzięki temu było o głośno o ośrodku. Organizowaliśmy mistrzostwa ogólnopolskie, zawody polsko-niemieckie. Tylko w Drzonkowie jest infrastruktura do imprez tej rangi - przyznaje Krzysztof Kaliszuk. - To pozwalało na sięganie po pieniądze z UE, fundusze z euroregionu na obozy i zawody w Niemczech. Liczymy się na mapie jeździeckiej. Jeśli prywatne kluby tego nie chcą, to trudno. Nie obrażam się. Pójdziemy swoimi drogami. Nowym władzom życzę sukcesów - dodaje.

Zdaniem Kaliszuka o końskiej marce Drzonkowa w kraju przekonuje nie tylko ostatnia jego kadencja, ale i plany na przyszłość. Wkrótce mają odbyć się Mistrzostwa Europy Pony 2014, a w 2015 r. Mistrzostwa Europy w Skokach przez Przeszkody Młodych Jeźdźców, Juniorów i Dzieci. - Na tę drugą imprezę szanse są duże - podkreśla Kaliszuk.

Koński rozłam

Trzy kluby - ZKS Drzonków (Kaliszuk jest w nim szefem), ZKJ Przylep i LUKS Nysa Gubin - powołają nową organizację - Zielonogórski Związek Jeździecki z siedzibą w Drzonkowie.

- Skoro nasi przedstawiciele nie weszli do nowych władz LZJ, to znaczy, że tam nas nie chcą. Powołujemy więc nowy związek - mówi Kaliszuk. - My stawiamy na sport przez duże "S", a taki w Lubuskiem jest możliwy tylko w Drzonkowie. Prywatni niech spełniają się w rekreacji.

Nowy Lubuski Związek Jeździecki z Karoliną Kuflińską będzie musiał prawdopodobnie wyprowadzić się z Drzonkowa. - To już usłyszeliśmy. Nie ma problemu, jest kilka ośrodków, gdzie znajdzie się miejsce na biuro. Poza tym żyjemy w dobie komórek i internetu. Spokojnie sobie poradzimy - tłumaczy Kowala.

- Cóż, mamy inne cele. Spokojnie porozmawiamy o tym z nowa szefową LZJ - kwituje Kaliszuk.

Skomentuj:
Rozłam w końskim związku. Kaliszuk odchodzi
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX