Sport.pl

Gollob już nic w Grand Prix nie zdziała. Powinien spasować

Właśnie zakończył się cykl Grand Prix wyłaniający indywidualnego mistrza świata na żużlu, a więc jest odpowiedni czas na podsumowanie. Tytuł mistrza zasłużenie zdobył kontrowersyjny - jeśli chodzi o wygląd - Anglik Tai Woffinden, największy talent i największa niespodzianka ostatnich lat.
To przyszłość żużla, jeśli chodzi o wartość sportową, choć z pewnością nie medialną. Oczywiście gdyby nie kontuzja Emila Sajfutdinowa, to Tai byłby tylko wicemistrzem, ale kontuzje, jak się wszyscy w tym roku przekonali, to nieodłączny element żużla, a medale zdobywają najlepsi, przy odrobinie szczęścia.

Wicemistrzowski tytuł równie zasłużenie zdobył nasz Jarosław Hampel, który też stanie się multimedalistą, jeśli w najbliższych latach nie straci ochoty na poważne ściganie się, choć mam wątpliwości co do tego, czy zdobędzie kiedyś tytuł najlepszego.

Brąz zabrał "gorzowianin" Niels Iversen. I jest to jak na razie najpiękniejsze ukoronowanie jego dotychczasowej kariery. Ma potencjał, aby w przyszłości pójść jeszcze oczko w górę. 4. był Greg Hancock, którego największą wartością jest to, że jest. Od dawna nie wnosi do cyklu GP niczego nowego, ale ktoś musi reprezentować USA, jeśli cykl ma tam kiedyś zawitać. 5. Nicki Pedersen budzi skrajne emocje. Dla mnie jest to wielki fighter i cenny uczestnik Grand Prix, ale boję się, że przyszłość nie będzie należeć do niego, bo ostatnio za dużo w jego jeździe ostatnich miejsc. 6. miejsce zajął wspomniany już wyżej pechowiec Sajfutdinow, zdecydowany faworyt, który stracił tegoroczne marzenia o złocie w starciu z Adrianem Miedzińskim. Wszystko jednak przed nim. 7. był Matej Zagar, który jeździł jednak bardzo nierówno. Jeśli w przyszłym roku nie weźmie się do roboty - wyleci z cyklu na zawsze. 8. Darcy Ward to przyszły mistrz świata. Zachował miejsce w GP pomimo tego, że z powodu kontuzji musiał odpuścić aż cztery turnieje. Złoty medal zdecydowanie jest w jego zasięgu.

9. był Tomasz Gollob, i to wcale nie przypadek ani pech. Musi liczyć w przyszłym roku na stałą "dziką kartę", ale wydaje mi się, że jej nie dostanie. Jest obawa, że w następnym sezonie będzie woził ogony. Zasługi zasługami, Gollob w Grand Prix już nie jest w stanie nic osiągnąć. Powinien odejść w pełni chwały, tak jak Tony Rickardsson, Hans Nielsen czy Jason Crump. Jeśli tego nie uczyni - popełni błąd życia.

10. Krzysztof Kasprzak to jeździec nudny do bólu i nic się w tej kwestii nie zmieni, bo w przyszłym roku nadal będziemy go oglądać, jako że wywalczył sobie miejsce w GP Challenge. Fredrik Lindgren? Dobrze się stało, że jego miejsce zajmie ktoś inny, podobnie zresztą należy ocenić starty beznadziejnych w tym roku Słowaka Martina Vaculika i czarnoskórego Antonio Lindbaecka.

Chris Holder był dopiero 12., ale to przez ciężką kontuzję, bo gdyby nie to, walczyłby o tytuł mistrzowski. 13. Andreas Jonsson to moje największe rozczarowanie. Gdzie się podział ten walczący do końca zawodnik? Miejsce w Grand Prix zachowa chyba tylko dlatego, że jest najlepszym Szwedem. Przykro to pisać, bo światowy żużel pożytku z niego już nie będzie mieć.

Nowe twarze w przyszłym roku to Duńczyk Kenneth Bjerre - człowiek przypadkowy i bezbarwny, a także Niemiec Martin Smolinski. Drugi z wymienionych to prawdziwa ciekawostka. Z uwagi na poziom sportowy i organizacyjny, nie będzie się w GP liczył zupełnie, ale zaliczy najważniejszy epizod w swojej karierze. Kto powinien dostać stałe dzikie karty poza Holderem i Jonssonem? Moim zdaniem Grigorij Łaguta oraz Michael Jepsen Jensen. Obaj to przyszłość i radość żużla, obaj mają wielki apetyt na medale, a jadą tak widowiskowo, że ręce same składają się do oklasków. Jeśli tak będzie wyglądało Grand Prix w 2014 roku, to emocje szykują się większe niż kiedykolwiek.

Więcej o: