Mistrz i faworyt skarcony. Superpuchar dla Trefla

Superpuchar Tauron Basket Ligi. Stelmet - Trefl 71:76

Superpuchar Tauron Basket Ligi. Stelmet - Trefl 71:76 (Fot. Anna Kraśko)

Stelmet Zielona Góra, murowany faworyt do mistrzostwa, na początek nowego sezonu koszykarskiego dostał lekcję pokory, i to we własnej hali. W starciu o Tauron Superpuchar Polski Trefl Sopot w czwartej kwarcie bronił o wiele lepiej niż gospodarze. Dzięki temu odrobił straty i zwyciężył 76:71
Pierwsza kwarta mówiła, że Stelmetowi jeszcze bardzo daleko do mistrzowskiej formy. Co w sumie nawet nie mogło dziwić. Bo w składzie zielonogórskiej drużyny ciągle zachodzą zmiany. Ruch trwa w obie strony i współpraca na boisku musi na tym cierpieć. Tyle że w drugiej kwarcie przybrała inny obrót, a Trefl w mig stracił prowadzenie. Atak i obrona Stelmetu nabrały innego wymiaru. Na dodatek wszyscy kibice hali CRS mogli się przekonać, że mistrzowie mają po swojej stronie zabójczą broń. Christian Eyenga błyskotliwie blokował ich rzuty, a sam trafiał tak, że rywale za nim nie nadążali. Punktował z dystansu, urywał kosze, czasami nawet podawał. Trafiały się okresy, w których wszędzie było go pełno. Gdy schował się w cień, wyszło na to, że Stelmet przygotował na superpucharowy wieczór więcej atutów. Przechwyty, kontry, płynne ataki pozycyjne - uzbierało się tego na tyle dużo, że mistrzowie zdecydowanie przejęli inicjatywę. Trener Trefla Darius Maskoliunas szukał środków zaradczych na ławce rezerwowych, lecz przewaga gospodarzy rosła i w chwilę po przerwie zyskała już wartość kilkunastu punktów.

Jednak nie każde ustawienie służyło gospodarzom. Gdy ciężar podkoszowej walki spadał na barki Craiga Brackinsa, wychodziły z tego z reguły pudła i straty. A wtedy Trefl, dobrze, a przy tym broniąc ambitnie i trafiając za trzy punkty, kasował straty. W dziedzinie rzutów za trzy punkty błysnął Sarunas Vasiliauskas. Na osiem trzypunktowych prób, aż sześć zmieścił w obręczy kosza! M.in. dzięki temu z wyniku 56:41 w kilka minut zrobiło się remisowo 56:56. Chwilę po tym Trefl doczekał się akcji, która dała gościom prowadzenie.

Mihailo Uvalin, szkoleniowiec Stelmetu, przestał eksperymentować. Przywrócił do gry skutecznego Eyengę oraz mądrego Barlowa. Sopocka obrona nie wzruszyła się jednak na widok gwiazd. Na niespełna sześć minut przed końcem czwartej kwarty Superpuchar był bliżej gości. Wygrywali 66:59. Czuli się z tym dość dobrze. Jak zapowiadał Michał Michalak, nie zwracali uwagi na nazwiska w Stelmecie. A jednak na finiszu zielonogórzanie zrewanżowali się sopocianom zajadłą obroną. Zrobił się horrorek z wynikiem około remisu. Zbiórki, szczęście i odporność były po stronie Trefla, a w raz z nimi zwycięstwo.

Sezon w Zielonej Górze zaczął się od porażki faworyta ligi, lecz także od niefortunnych upadków. Najpierw przed meczem na konferencji z krzesła spadł właściciel zielonogórskiego klubu Janusz Jasiński. Pod koniec pierwszej kwarty na poboczu boiska wyłożył się trener Stelmetu Mihailo Uvalin. Ciekawe, co w tym względzie mieliby do powiedzenia zwolennicy symboliki zdarzeń....

STELMET ZIELONA GÓRA - TREFL SOPOT 71:76

KWARTY: 17:18, 22:14, 17:19, 15:25

STELMET: Eyenga 29 (2), Hrycaniuk 8, Zamojski 6 (2), Koszarek 4, Barlow 3 (1) oraz Sroka 8 (2), Walker 7, Cel 5 (1), Brackins 1, Chanas 0.

TREFL: Waczyński, 12, Gadri-Nicholson 6, Brembly 3 (1), Majstorović 2, Jeter 1 oraz Vasiliauskas 20 (6), Michalak 14 (2), Leończyk 10, Stefański 8, Roszyk 0.