Włosi lepsi od mistrzów Polski. Znów zagrał u nas Hosley [ZDJĘCIA]

Quinton Hosley

Quinton Hosley (Fot. Anna Kraśko)

Quinton Hosley wrócił do Zielonej Góry i w hali CRS znów pokazał próbkę swoich nieprzeciętnych koszykarskich zdolności. Jaka szkoda, że tym razem stanął po drugiej stronie barykady. Jaka szkoda, że nie udało się go zatrzymać w Stelmecie. Jego nowy zespół - Virtus Rzym - pokonał mistrzów Polski w pierwszym meczu memoriału Lecha Birgfellnera.
- Może część kibiców będzie trochę zła, że odszedłem, inni może przywitają mnie dobrze. Będę respektował ich zdanie, jakie by ono nie było, choć oczywiście mam nadzieję, że zostanę tu przyjęty dobrze - mówi Quinton Hosley za pośrednictwem serwisu zielonogórskiego klubu basketzg.pl - Fajnie jest wrócić do miejsca, z którym wiąże się tyle miłych przeżyć. Sympatycznie znów zobaczyć kolegów z drużyny, trenera i wszystkich, z którymi sięgnęliśmy po mistrzostwo. Dziś zagram przeciwko nim i choć to będzie tylko mecz towarzyski, to na pewno będę chciał pokazać się z jak najlepszej strony. I napsuć nieco krwi byłym kompanom. Amerykański koszykarz niepotrzebnie się obawiał o reakcję zielonogórskich kibiców. Wszyscy przyjęli go świetnie. Jeszcze przed prezentacją drużyn Quinton Hosley otrzymał duże brawa. Nic dziwnego, przecież w Zielonej Górze pozostawił po sobie znakomite wrażenie. Najlepszy gracz finałów Tauron Basket Ligi z pewnością już zawsze będzie tu kojarzony z pierwszym w historii klubu tytułem mistrza Polski.

Quinton Hosley w pierwszej kwarcie zdobył sześć punktów, później nie szło mu już tak dobrze, ale znów pokazał w Zielonej Górze jak dynamicznie grającym jest koszykarzem.

Stelmet na początku grał bardzo źle, w 3. min przegrywał 0:9. Zielonogórzanom nie szło w ataku i nie szło w obronie. Na minutę przed końcem pierwszej części gry przegrywali 5:20. Drugą kwartę bardzo dobrze rozpoczął rozgrywający Stelmetu Russell Robinson, zdobył pięć punktów z rzędu. Gospodarze przegrywali już tylko 12:20, a co ważniejsze grali znacznie lepiej, przede wszystkim w defensywie. A i w ataku zdarzały im się bardzo dobre momenty. Przemysław Zamojski pokazał, że w nadchodzącym sezonie może być jedną z kluczowych postaci w drużynie. Po jego indywidualnych akcjach, miejscowi jeszcze bardziej zniwelowali starty, w 17. min przegrywali 21:27.

Po zmianie stron wydawało się, że Włosi ze spokojem będą kontrolować grę, szybko zdołali powiększyć przewagę, która w 27. min wzrosła do 15 punktów. Ale wtedy zielonogórzanie jakby złapali drugi oddech. Bardzo dobrze bronili, a w ofensywie po raz pierwszy w tym meczu zagrali na dużym procencie skuteczności. W efekcie ostatnia minuta trzeciej kwarty rozpoczynała się przy ledwie pięciopunktowym prowadzeniu rzymian.

W ostatniej odsłonie Stelmet, choć bardzo się starał, nie mógł dogonić rywala. A rywal w pewnym momencie zdecydował się na serię rzutów z dystansu. Wpadało wszystko. W 35. min goście znów prowadzili różnicą 15 "oczek", ale nie mogli się jeszcze poczuć zwycięzcami, bo miejscowi zdecydowali się na jeszcze jeden zryw. W 38. min przegrywali 61:67, ale w końcówce meczu popełnili kilka błędów w ataku.

W sobotę o godz. 16 odbędzie się oficjalna prezentacja drużyny Stelmetu, a dwie godziny później Virtus zagra z Olimpią Ljubljana. W niedzielę, na zakończenie turnieju, Stelmet zmierzy się ze Słoweńcami o godz. 15.

STELMET ZIELONA GÓRA - VIRTUS RZYM 65:71

KWARTY: 7:20, 17:13, 20:17, 21:21

Stelmet: Eyenga 10, Zamojski 9 (1), Koszarek 5 (1), Hrycaniuk 5, Guinn 2 oraz Cel 11 (2), Robinson 8 (2), Sroka 8 (2), Brackins 4, Chanas 3, Kucharek 0.

Virtus: Eziukwu 16, Goss 14 (3), Hosley 11, Jones 9 (1), D'Ercole 6 (2) oraz Mbakwe 7, Moraschini 5, Baron 3 (1), Righetti 0.

Zobacz także
  • Koszykarskie show w Zielonej Górze: prezentacja z memoriałem
  • W Meczu Mistrzów piłkę do kosza pakowała nawet najniższa
  • Mistrz Francji pokonany. Brawo mistrz Polski!