Zmarł "Szeryf" Zbigniew Majewski

Twórca pięciobojowego ośrodka w Drzonkowie, trener, miłośnik koni, podróżnik, społecznik i wizjoner odszedł we wtorek wieczorem. Zbigniew Majewski, znany jako Szeryf, miał 82 lata i zawsze setkę pomysłów w głowie.
Zbigniew Majewski tworzył w Zielonej Górze wielki sport. Najpierw lekkoatletykę. Bez trenerskich papierów dochował się medalistów mistrzostw świata i uczestników igrzysk olimpijskich - ze skoczkiem wzwyż Edwardem Czernikiem na czele. Później był pięciobój nowoczesny. Ośrodek w Drzonkowie stał się najbardziej rozpoznawalnym i największym dziełem - dzieckiem Szeryfa. Jak wszystko w jego życiu, tak i to miejsce zostało najpierw naznaczone wizją Majewskiego. Na leśnej polanie z leśniczówką "Wesółką" na środku Szeryf zobaczył najnowocześniejsze na świecie centrum sportowe do uprawiania dyscypliny wówczas dopiero raczkującej. Zaraził tą wizją dyrekcję fabryki Mera-Lumel, także partyjnych sekretarzy i prominentów. - W urzędach nie było dla mnie zamkniętych drzwi ani w Zielonej Górze, ani w Warszawie - wspominał walkę o pieniądze na ośrodek. Lumel wydzierżawił od Lasów Państwowych 4-hektarowy teren z leśniczówką. Pierwszą do użytku jako zalążek pięciobojowego centrum oddano stajnię dla koni wyczynowych. W kolejnych etapach powstawały: hipodrom z wieżyczką sędziowską, sala szermiercza, strzelnica, hotel na 80 miejsc noclegowych, restauracja, sala konferencyjna, domek klubowy. Drzonków z małej, niewiele znaczącej wioseczki stał się znany na cały świat. Jesienią 1976 roku rozegrano tu Pięciobojowe Mistrzostwa Świata Juniorów, a sam Szeryf zamieszkał naprzeciwko "Wesółki". A sportowcy, m.in. Arkadiusz Skrzypaszek, ruszali stąd po złote medale igrzysk olimpijskich.

Romans z dyliżansem

Szeryf jako emeryt zasłynął z podróży po świecie konnym zaprzęgiem. W 1992 r. razem z kompanem Janem Mulakiem wyruszyli dyliżansem do Barcelony. Dyliżans był repliką polskiej królewskiej ekstrapoczty z XVIII w. Osiem lat wcześniej z fetą wyruszyli na olimpiadę do Los Angeles. Gdy dotarli do portu Le Havre nad Atlantykiem, dowiedzieli się, że PRL bojkotuje igrzyska. Zaprzęg Majewskiego dotarł za to do Hanoweru, by promować Polskę na wielkiej wystawie Expo 2000. Ale trafiały się także skromniejsze eskapady - np. dookoła woj. lubuskiego.

"Obchodzi mnie! Taki już jestem"

W ostatnich latach Szeryf starał się zarazić świat swoimi wizjami. Nie umiał odpoczywać. Ciągle chciał zmieniać i poprawiać rzeczywistość. - Wiem, wiem, powinienem już tylko wyrywać kartki z kalendarza - przyznał zimą 2011 r. Gazecie. - Z funkcji jestem dziś nikim, zwykłym, ale cholernie zaangażowanym człowiekiem. Lata lecą, lecz nie opuszczają mnie żarliwość i dociekliwość. Można odbierać to tak, że chodzę i się do wszystkiego przypieprzam. Niewygodny przez to jestem. Ale nie szukam poklasku. Niektórzy pytają przy różnych okazjach - co mnie to obchodzi. Obchodzi mnie! Taki już jestem - mówił.

Wspólną wyprawą po szlakach pocztowych Zbigniew Majewski zachęcał uczniów, by wracali do swoich korzeni, a starostów, wójtów i sołtysów, by ogrzewali swoje budynki... słomą. Majewski, miłośnik koni, namawiał młodych do powrotów do "końskich" zawodów, by nie przekreślali szkół rolniczych, a wracając w rodzinne strony, otwierali gospodarstwa agroturystyczne, pensjonaty i stadniny dla koni. W sierpniu 2004 r. Majewski wybrał się swoim eurodyliżansem do Watykanu. By zawieźć Ojcu Świętemu księgę z pozdrowieniami od Lubuszan. On i jego konie byli częstymi gośćmi na Przystanku Woodstock.

Dwa lata temu świętował 80. urodziny

W życiu Zbigniewa Majewskiego, Szeryfa z Drzonkowa, chyba nic nie układało się zwyczajnie. 70. urodziny obchodził w lutym 2002 r., a 80. świętował także w lutym, tyle że 2011 r. Dziwne? Niedawna podróż w rodzinne strony i "wykopaliska" w parafialnym archiwum ukazały prawdę, która różniła się od tego, co zostało zapisane w dokumentach i na czym Szeryf bazował dotychczas. Okazało się, że jest o rok starszy, niż myślał. Benefis wypadł szybciej, niż myślał. Do sali drzonkowskiego klubu przyszła setka gości. A że każdy przyniósł garść wspomnień, urodzinowa gala trwała kilka godzin.

Szeryf zmarł we wtorek wieczorem.