Asy tenisa w Zielonej Górze: Piłka hula szybciej niż w Miami

- Hala bardzo ładna. Widać, że świeżynka. A nawierzchnia? Muszę jeszcze trochę poćwiczyć. Przyzwyczaić się. Bo na razie jest dla mnie za szybko - mówił Jerzy Janowicz, 24. tenisista światowego rankingu po pierwszych treningach w zielonogórskiej arenie CRS. W piątek zaczyna się tu mecz o Puchar Davisa pomiędzy Polską a RPA.
Biało-czerwoni są faworytami. Mają po swojej stronie argumenty: siły, szybkości, rankingu i wyników w ostatnich turniejach. Wszyscy reprezentanci Polski dotarli do Zielonej Góry niemal wprost z Miami, gdzie grali w dużym turnieju ATP. Debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski dotarli aż do finału.

- Gdybyśmy tak przeciwko RPA mogli zagrać dwa albo trzy deble... - zażartował kapitan polskiej kadry Radosław Szymanik. Jednak na singlistów też nie powinien narzekać. Jerzy Janowicz i Łukasz Kubot dobrze czują się na twardych kortach. Na ich życzenie hala CRS zyskała w weekend warstwę decotruf, czyli tenisową nawierzchnię wykorzystywaną np. w Nowym Jorku na wielkoszlemowym US Open.

Demony szybkości

We wtorek Janowicz podzielił się wrażeniami z pierwszych treningów w arenie CRS: - Hala bardzo ładna. Widać, że świeżynka. Nawierzchnia? W porównaniu z tym, co było w Miami, czuje się, że jest bardzo szybko. Potrzebuję jeszcze paru treningów, żeby się przyzwyczaić, ale sami chcieliśmy, żeby piłka odbijała się szybko. Wybraliśmy podłoże, na którym mamy się dobrze czuć. Nasz debel za nimi przepada. Mnie takie odpowiada. Łukaszowi też. Jego agresywna gra dobrze funkcjonuje na takiej nawierzchni - Janowicz wywołał Kubota. A Kubot scharakteryzował przeciwników.

Technicznie ułożeni

- Drużyna gości nie przyjechała w najmocniejszym składzie. Nie wiadomo, czy ktoś jeszcze doleci. Teraz ich numerem jeden jest Rik de Voest. Ma dobrą rękę, jest poukładany technicznie. Może bez wielkiej siły rażenia i potężnego serwisu, ale lekko porusza się po korcie i może stwarzać dużo problemów. Kilka razy z nim grałem, bilans mam ujemny. Jego niski ranking ATP może mylić. W rzeczywistości nie wolno go lekceważyć, bo jest niebezpieczny. Ostatnio wygrał turniej challengerowy, ma dużo pewności siebie. Z pozostałych reprezentantów RPA znam tylko Ravena Klaasena. Wpadamy na siebie od czasów juniorskich - wspomniał 30-letni Kubot. - Teraz postawił wszystko na grę deblową. Też jest poukładany technicznie i gra wolniejszą piłką. My powinniśmy pokonać ich naszą siłą rażenia, grać agresywniej. Mam nadzieję, że nawierzchnia będzie nam sprzyjać. Postaramy się zrobić wszystko, by wygrać ostatnią piłkę.

W RPA mączki nie ma

Klaasen zrewanżował się opinią, że Kubot od lat należy do światowej czołówki singlistów, a Polska ma więcej szans na wygranie meczu. Przy czym goście z RPA też widzą swoją szansę w nawierzchni...

- My od małego uczymy się grać na hardzie. Mączki praktycznie u nas nie ma. Domyślamy się jednak, że Polacy wybrali nawierzchnię z myślą o swoich atutach - powiedział Rik de Voest.

Kapitan RPA John Laffnie de Jager na co dzień jest trenerem Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego. - Po losowaniu wiele razy żartowaliśmy na temat tego meczu, ale kilka dni temu powiedziałem im, że ojczyzna jest na pierwszym miejscu - stwierdził.

O co ta gra

W piątek o godz. 15.45 w CRS zacznie się pierwszy pojedynek singlowy, tego samego dnia odbędzie się także drugie starcie singlistów. W sobotę na godz. 14 zaplanowano walkę deblistów. Po niej możemy już znać zwycięzcę całego meczu. Do sukcesu potrzebne są trzy wygrane gry. Ale bez względu na wynik w niedzielę o godz. 12 zacznie się blok dwóch pojedynków singlowych.

Jeżeli Polacy pokonają RPA, awansują do meczu barażowego o awans do grupy światowej Pucharu Davisa. Tak wysoko nie grali nigdy dotąd. Wymarzony rywal na baraż? - Powiem. Ale dopiero w niedzielę - uciął Szymanik.