Sylwia Bogacka: Nie mogłam się dogadać z karabinem, ale nie będę marudzić

- Trudne warunki pogodowe w eliminacjach, a w finale za dużo luzu, jakoś nie mogłam się dogadać z karabinem - mówiła Sylwia Bogacka po tym, jak w sobotę w Londynie zajęła czwarte miejsce w strzeleckiej konkurencji karabin trzy postawy na 50 m.
Eliminacje rozgrywane były na półotwartym, nieosłoniętym od wiatru terenie i składały się z dwóch serii w każdej z trzech postaw: leżąc, stojąc i klęcząc. Bogacka uzyskała 583 pkt i dopiero po dogrywce awansowała do finału. W decydującej rozgrywce zawodniczka zielonogórskiej Gwardii zmniejszała straty do liderek, włączyła się do walki o olimpijski brąz. - Warunki atmosferyczne w pierwszej fazie przeszkadzały. Może w finale było za dużo luzu? Nie wiem, jakoś nie mogłam się dogadać z karabinem. Pojawiły się te dwie dziewiątki... Trudno się mówi - stwierdziła Sylwia Bogacka. - Przed igrzyskami wynik, jaki uzyskałam w pneumatyku, wzięłabym w ciemno, ale w kuli trochę bym jednak pomarudziła. Eliminacje nie wyszły tak, jak chciałam. Ale w tej konkurencji dużo zależy od dnia, pogody. Dziś padło tak naprawdę dużo wyników średnich i jeden rekord olimpijski. Ogólnie bardzo się cieszę, jestem druga i czwarta na świecie, nie będę marudzić.

Co różni karabin w trzech postawach 50 m od konkurencji karabinu pneumatycznego 10 m (w tej drugiej zielonogórzanka sięgnęła po srebrny medal)? - Strzelanie w trzech postawach jest trudniejsze technicznie. Jak coś w jakiejś postawie nie pójdzie, to można to nadrobić później w innej. To konkurencja, gdzie trzeba mieć dużo wiedzy, rozwagę i pieniądze, bo treningi kosztują dużo więcej - mówiła Sylwia Bogacka, która dzień przed zawodami oglądała w telewizji w wiosce olimpijskiej finał pchnięcia kulą ze złotym medalem Tomasza Majewskiego. - Malowałyśmy w tym czasie plakat powitalny dla dziewczyn - wioślarek Julki i Magdy. Zawsze gdy wracają medaliści, misja przygotowuje powitanie. Żeby nie było smutno, to z dziewczynami malujemy taki szybki plakat. Fajna i twórcza sprawa - powiedziała Sylwia. - Dziewczyny na wiosłach walczyły pięknie do samego końca. Byłam pełna podziwu. Wiem, ile wysiłku i zdrowia trzeba poświęcić, żeby walczyć w taki sposób - zakończyła wicemistrzyni olimpijska, która z wioślarkami spotka się w niedzielę w samolocie do Polski. Według planu na Okęciu wylądują o godz. 14.05.