ZAKRĘCENI W LEWO: Greg "kocha" regulamin

Transferowe spekulacje w ekstralidze żużlowej co kilka dni znajdują swoje potwierdzenia, oficjalnie podpisywane są kontrakty z zawodnikami, a nowi jeźdźcy publicznie prezentowani są kibicom. Tak było m.in. ostatnio w Gorzowie i Tarnowie. Prezes Stali Władysław Komarnicki tradycyjnie jeszcze na długo przed sezonem poddał swoją drużynę dość dużej presji.
Odważnie zapowiedział, że dla niego liczy się wyłącznie finał rozgrywek, nie chce słyszeć o miejscu poniżej drugiego stopnia podium. Z jednej strony dobrze, że mierzy wyżej niż w minionym sezonie, ale z drugiej - w obliczu istotnych zmian regulaminowych i tego, że wcale lepszego zespołu nie złożył - każdy medal, nawet ten najmniej cenny, w Gorzowie będzie trzeba traktować jak duży sukces. W Zielonej Górze na prognozy trzeba spojrzeć podobnie. Falubaz przynajmniej na papierze wiele stracił ze swej mocy. Jest kilka drużyn w ekstralidze, które na dziś wydają się lepsze. Jednym z najgroźniejszych zespołów dla lubuskich klubów z pewnością będą tarnowskie "Jaskółki". Zespół Tauronu Azotów nazywa się "dream teamem", ale to określenie jest chyba trochę przesadzone. Niewątpliwie jednak Tarnów powinien być zdecydowanie mocniejszy niż w sezonie 2011. Liderem ekipy ma być mistrz świata Greg Hancock, Amerykanin, który musiał odejść z Zielonej Góry przez kontrowersyjne przepisy ograniczające zawodnikom z cyklu Grand Prix starty w ekstralidze, tak skomentował swoje przenosiny do Tarnowa: - Spędziłem dwa wspaniałe lata w Falubazie, ale musiałem odejść. "Kocham" ten regulamin, ruszam na południe.

"Herbie" wyraźnie dał do zrozumienia, że niechętnie żegna się z Falubazem i nie akceptuje tego, że nowe przepisy sprawiły rozbiór drużynowego mistrza Polski. Szkoda, że władze naszego żużla wciąż milczą na temat owego regulaminu, który niebawem może sprawić, że w Grand Prix nie będzie ścigał się żaden z reprezentantów Polski. No może pozostanie jeden, który w ekstraligowych klubach będzie miał niezagrożoną pozycję i przy kompletowaniu składów za każdym razem zostanie potraktowany priorytetowo, tak jak teraz traktowani są czołowi żużlowcy świata. W GP pozostało już tylko dwóch Polaków, miało być trzech, ale z rywalizacji wycofał się Piotr Protasiewicz, który postanowił ratować zielonogórską drużynę. Jeśli nasza żużlowa centrala nie zmieni regulaminu, którym wyraźnie krzywdzi krajowych jeźdźców, to jest duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości w ślady "Protasa" pójdą kolejni. A może jednak do tego nie dojdzie, bo nasi zawodnicy będą mieli w nosie awans do GP. Nie będą głupi. Bo co jak co, ale żużlowcy potrafią bardzo dobrze liczyć, szczególnie pieniądze. A te mogą stracić właśnie przez beznadziejny regulamin. Prestiżowe starty w GP, czy dobrze opłacane miejsce w ekstraligowym klubie? Wybór jest oczywisty, bo samym prestiżem jeszcze nikt się nie wzbogacił.

KADRA POJEDZIE W GÓRY. Czołowi polscy żużlowcy, którzy brani są pod uwagę do jazdy w reprezentacji Polski, 5 lutego ruszą do Szklarskiej Poręby na zgrupowanie. Zawodnicy będą m.in. trenować na nartach biegowych. W zgrupowaniu mają wziąć udział m.in. żużlowcy lubuskich klubów - Tomasz Gollob, Krzysztof Kasprzak, Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów), Piotr Protasiewicz i Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra). W góry pojadą też: Jarosław Hampel, Janusz Kołodziej, Adrian Miedziński, Przemysław Pawlicki, Piotr Pawlicki, Kacper Gomólski i Maciej Janowski.

JUNIORSKI FINAŁ W GNIEŹNIE. Przyszłoroczny finał drużynowych mistrzostw świata juniorów na żużlu odbędzie się w Gnieźnie. Polacy, jako gospodarz imprezy, mają zapewniony udział w decydującej rozgrywce. Turniej odbędzie się 1 września, wezmą w nim udział cztery reprezentacje, a rywalizacja toczyć się będzie przy sztucznym oświetleniu, którego montaż na gnieźnieńskim stadionie ma się rozpocząć w przyszłym roku. W minionym sezonie biało-czerwoni niespodziewanie odpadli w półfinale rywalizacji, a mistrzostwo świata w Bałakowie wywalczyli Rosjanie.