Sport.pl

Żużel. Protasiewicz wybrał klub. Nie wystartuje w Grand Prix

Kapitan mistrzów Polski Piotr Protasiewicz nadal będzie jeździł w barwach Falubazu Zielona Góra. W klubie zostanie też inny uczestnik Grand Prix, Szwed Andreas Jonsson. Taka sytuacja jest możliwa, gdyż dla dobra zespołu czołowy polski żużlowiec zamierza zrezygnować ze startów w prestiżowym cyklu GP!
- We wtorek z Piotrem Protasiewiczem długo rozmawialiśmy - mówił Robert Dowhan. - Przekazałem mu, że chciałbym, by to on znów był z naszą drużyną. Zawodnik jest z nami związany na długie lata, dlatego podjąłem decyzję, że w Falubazie nadal będzie ścigał się nasz kapitan, wychowanek klubu, rodowity zielonogórzanin.

"Nagroda" za dobry sezon

Czy to oznacza, że drużynę mistrzów Polski będzie musiał opuścić srebrny medalista indywidualnych mistrzostw świata Szwed Andreas Jonsson? Nie! Wszystko dlatego, że rozmowa pomiędzy Dowhanem i Protasiewiczem kilka godzin później miała swój ciąg dalszy. - Po propozycji, którą przekazałem Piotrkowi, on zadzwonił do mnie i powiedział, że część swojej kariery poświęci dla klubu, kibiców, sponsorów - powiedział Dowhan.

Na czym polega owe poświęcenie kapitana Falubazu, którego niektóre media widziały już w barwach innych zespołów. - Niech ci, co mówili i pisali, że jestem na wylocie z Zielonej Góry, niech może zmienią branżę i zajmą się czym innym, bo chyba nie znają się na tym, co robią - mówił w ostrym tonie Protasiewicz. - Byłem sprowadzany do klubu z Zielonej Góry pięć lat temu, przewróciłem swoje życie rodzinne do góry nogami, po to by już po Polsce nie podróżować. A po tegorocznym sezonie, który był dla mnie wspaniały, w "nagrodę" od Ekstraligi dostałem "piękne" przepisy, które najbardziej uderzyły w zawodnika, który jest Polakiem. Nie wątpiłem w to, że moja sytuacja w Falubazie może być niepewna, bo nie mam sobie nic do zarzucenia, zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby Falubaz wygrał ligę. Po rozmowie z prezesem padło pytanie: co dalej? Oczywiście brakuje nam zawodników. Dlatego biorąc pod uwagę nowe chore przepisy stwierdziłem, że na razie wstrzymuję się z decyzją o jeździe w Grand Prix. Wiem, że ryzykuję wiele, bo może być tak, że BSI [firma, która ma prawa do organizacji Grand Prix - red.] zacznie szukać kogoś na moje miejsce. Nie jest to łatwa decyzja, bo moja ciężka praca, całego teamu i sponsorów została wystawiona na dużą próbę. Uważam, że zasługuję na to, by jeździć w Grand Prix, ale nie w takiej chorej sytuacji.

Po co Polakowi taki sukces

Protasiewicz zaznaczył, że postawił dobro klubu ponad swoje ambicje i chciał ułatwić zarządcom Falubazu budowę silnej drużyny. - Nie wyobrażam sobie, żeby mój klub, dla którego zostawiam wiele zdrowia na torze, musiał teraz wybierać między Jonssonem a innymi zawodnikami, szukać, przepłacać, kombinować - powiedział "Protas". - Nie chcę, żeby tak było wyłącznie z powodu moich ambicji, które mam "niestety" bardzo wysokie. Teraz czekam. Jeśli zostanę podstawiony pod ścianą, co mam wybrać, czy Grand Prix, czy klub, to oczywiście wybiorę Falubaz. Chciałbym, żeby wszyscy zrozumieli to, że ja nie rezygnuję z Grand Prix. Jestem przygotowany i chcę tam jeździć, dlatego liczę na to, że może Polski Związek Motorowy, może Ekstraliga, wszystkie te mądre głowy, które wymyśliły te "wspaniałe" przepisy, spojrzą na sytuację trochę inaczej i coś zmienią. Może stanie się tak przy pomocy FIM [Międzynarodowa Federacja Motocyklowa - red.], może BSI. Bo dlaczego Polak ma być karany za swoje sukcesy, i dlaczego swoją dobrą postawą ma karać swój klub? Na chwilę obecną wstrzymuję się, nie podpisuję żadnych swoich zgłoszeń do Grand Prix. Czekam na rozwój sytuacji.

Europa się śmieje... z nas

Kapitan zielonogórskiej drużyny ma nadzieję, że swoją decyzją zaznaczy, że nowy przepis jest mocno niedoskonały. - Jak pójdzie tak dalej, to żaden zawodnik nie będzie chciał startować w eliminacjach. Teraz piłeczka jest po stronie struktur, które stworzyły taką sytuację - stwierdził Protasiewicz. - A już dziś wiemy, że zasłanianie się tym, że przepis o jednym zawodniku z Grand Prix w zespole da klubom oszczędności, to są totalne bzdury. Bo zawodnicy, którzy nie mieścili się w składach ekstraligowych drużyn, już żądają pieniędzy porównywalnych z tymi, które zarabiają czołowi zawodnicy ligi. Wierzę, że teraz Ekstraliga czy PZMot zobaczą, że chcąc osłabić Falubaz, wcale go nie osłabili. Ja nie mogę zgodzić się z tym, żeby prezes naszego klubu nagle musiał powiedzieć Andreasowi Jonssonowi: sorry, nie jedziesz. Tak jak cała Europa śmiała się z naszej walki z nowymi tłumikami, tak samo teraz śmieje się z tego, że polski zawodnik nie może reprezentować swojego kraju z tego tytułu, że musi wybierać między startami w Grand Prix i swoim klubie, z którym wiąże go kontrakt.

- Wypada mi po raz kolejny powiedzieć: dziękuję, kapitanie. Ciągniemy wózek dalej - dodał Dowhan.

Co redaktorzy robią w pracy, gdy nie piszą? Sprawdź na Facebook/Sportpl »


Więcej o: