LSPM w kryzysie: szkoła oddaje uczniów

Trudne czasy Lubuskiej Szkoły Piłkarstwa Młodzieżowego: trzy razy mniej pieniędzy na szkolenie i gorzkie tego następstwa
Było - całkiem niedawno - tak, że stu chłopaków z jednego rocznika zgłaszało się z ogłoszenia o naborze. Dziś cieszymy się, gdy przychodzi 40. Większa konkurencja. Inne zainteresowania młodych chłopaków, a poza tym ta młodzież jest teraz inna, o wiele bardziej miękka. Przy tym to, że chętnych jest mniej, jeszcze nie tworzy naszego głównego problemu, który sprowadza się do braku pieniędzy. W tym roku stało się jasne, że nie damy rady prowadzić szkoły na normalnym poziomie. Część zawodników, dokładnie 42, wraz z trenerami musieliśmy oddać do Lechii Zielona Góra, by tych chłopaków nie stracił futbol - Lech Darski, szef i twórca Lubuskiej Szkoły Piłkarstwa Młodzieżowego opowiada o trudnej decyzji na trudne czasy.

Tysiące młodych zawodników; przeszło setka instruktorów; znani wychowankowie - Emil Drozdowicz, Adrian Juszkiewicz, Paweł Wojciechowski, Marcin Szałęga, Piotr Leciejewski, którzy z różnym powodzeniem obracają się w świecie ligowej piłki; jedyne dla woj. lubuskiego klubowe mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski juniorów starszych; podstawowi zawodnicy trzecioligowej Lechii Zielona Góra oraz oczywiście codzienna praca szkoleniowa - tym wszystkim wsławiła się zawiązana w 1997 r. LSPM. - Tworzyliśmy własny system szkolenia. Za nami poszło UKP. Oni penetrowali miasto, my teren. Szkolenie szło do przodu. Tymczasem jeszcze wczoraj stałem przed poważnym dylematem, czy rozwiązać LSPM - wyjawia Darski.

W 1999 r. szkoła zawarła umowę z zarządcami Zielonej Góry, której prezydentem był wówczas Zygmunt Listowski. Zapisy dotyczyły m.in. tego, że miasto dołoży szkole 50 proc. do budżetu. Na drugą połowę LSPM miała szukać sobie sponsorów, a po tym uczyć młodych ludzi gry w piłkę nożną. Wiodących wychowanków oddawać zaś do wiodącego w mieście klubu seniorskiego, czyli Lechii. LSPM miała oparcie w Zespole Szkół Technicznych im. Mikołaja Kopernika. Na pierwsze lata współpracy trzeba dziś spoglądać jak na lata tłuste. Z budżetu Zielonej Góry do budżetu szkoły wpływało rocznie 40 tys. zł.

- Za kadencji prezydent Bożeny Ronowicz też jeszcze nie mieliśmy źle. Jej zastępca Maciej Kozłowski nie dawał nam zginąć. Ale po tym szło gorzej. Wreszcie nastał rok 2011. Na pierwsze półrocze załapaliśmy się na 8 tys. zł wsparcia z miasta. I gdy dowiedziałem się, że na drugie pół roku przybędzie 7 tys. zł, wiedziałem już, że trzeba szukać ratunku, by nie pogubić zawodników, nie zmarnować procesu szkolenia - opowiada Darski.

Ratunek znalazł się w Lechii, która przejęła grupy juniorów i wystawia w rozgrywkach pod własnym szyldem. Chłopaki zostali pod opieką tych samych szkoleniowców. Umówiliśmy, że wynagrodzenie dla nich weźmiemy wspólnie na barki Lechii oraz LSPM i uniesiemy. Bo to nie jest tak, że tym młodym piłkarzom oraz szkoleniowców nagle zrobi się lepiej. Po prostu jedna bieda z drugą biedą się zjednoczyła i razem może jakoś przeżyjemy - rozważa szef LSPM. Żal i pretensje ma do: - Urzędu Miasta i Urzędu Marszałkowskiego. Już to kiedyś mówiłem, że system, którym kieruje Urząd Marszałkowski, to beton zabijający szkolenie. Płaci się za punkty. Punkty musi zdobywać drużyna młodych piłkarzy. Według takich zasad - nie wygrywasz, nie żyjesz. A to jest bez sensu. Bo młodego piłkarza trzeba najpierw długo kształtować indywidualnie, by w dorosłej piłce mógł radzić sobie w silnych klubach. Miasto skazuje nas nieomal na niebyt. Bardzo chciałbym podziękować kilku firmom. Romix z Żodynia, Pozkrone z Tarnowa Podgórnego, Bernard Trucks z Zielonej Góry. Bo nie przetrwalibyśmy do dziś bez nich - orzekł Lech Darski.